Pisarze Homofoby | PLOTOTEKA

Na wstępie pragnę wyjaśnić, że ten post nie ma na celu obrazić kogokolwiek. Chcę w ten sposób skomentować pewne zjawisko, które ostatnio mnoży się na całym świecie.
Jak może wiecie na początku września wybuchł skandal związany z J. K. Rowling i ruchem LGBT. Autorka naszego ukochanego Harry'ego Pottera zaprzeczyła teoriom fanowskim związanym z rzekomym homoseksualizmem Syriusza Blacka. Wywołało to spore poruszenie pośród fanów - w końcu J. K. Rowling twierdzi, że popiera mniejszości seksualne, a przecież w jej sadze pojawia się TYLKO JEDNA postać nieheteroseksualna (jakby ktoś nie wiedział: Albus Dumbledore). 
A że jak wiecie kieruję się zasadą „się nie znam, to się wypowiem” postanowiłam skomentować trochę zaistniałą sytuację. Zapraszam!

W pierwotnym zamyśle chciałam a propos zaistniałej sytuacji zrobić post z listą autorów, którzy w swoich książkach nie zawarli żadnego choćby tyciutkiego wątku homoseksualnego. Niestety potem zdałam sobie sprawę, że zwyczajnie nie pamiętam, czy w danej powieści znajdował się chociażby jeden bohater homoseksualista / biseksualista / transseksualista. Zwłaszcza, gdy orientacja seksualna danego bohatera znajdowała się na ósmym planie całej powieści. Musiałam więc porzucić mój ambitny plan, ale bynajmniej nie zamierzam rezygnować z wyrażenia swojej opinii.

Może na początek powinnam się Wam przyznać, że o ile nie mam nic do osób innej orientacji, tak mam mieszane uczucia do samego ruchu LGBT. Oczywiście, rozsiewanie wokół tolerancji jest ogólnie na plus, ale czasem mam wrażenie, że ci ludzie są strasznie przewrażliwieni na własnym punkcie.
I wydaje mi się, że cała ta sytuacja z moim ukochanym Łapą sprowadza się do właśnie tego.

Ostatnio można odnieść wrażenie, że ludzie z wszelkich mniejszości działają na zasadzie „Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam”. A jeżeli jesteś już z nami to powinieneś być w stosunku do nas bezkrytyczny i wciskać nasze racje, gdzie tylko możesz. I pamiętaj - wszyscy, którzy się z nami nie zgadzają to źli ludzie są. Rasiści! Homofoby! Faszyści! A jak ktoś nie chce w swej książce umieścić bohatera-geja to jest zły, okropny, be-be i już go nie lubimy!

Należy zadać więc sobie pytanie: Czy jeśli autor świetnej książki nie umieści w niej wątku związanego z LGBT, z marszu traci możliwość popierania mniejszości seksualnych? Albo może czyni z niego homofoba?... No mi się wydaje, że nie. Ale może ja, z moimi „złymi poglądami”, się nie znam?...
A przecież jest ogrom naprawdę dobrych książek, w których nie ma najmniejszej wzmianki o homoseksualizmie i tym podobnych. Chociażby przecież w samym Harry'm Potterze nie ma tego rodzaju wątków - Rowling dopiero później przyznała, że Dumbledore wolał facetów. Pomylcie mnie jeśli się mylę, ale w Igrzyskach śmierci też chyba nic nie było na temat mniejszości seksualnych. Nie wspominając o chociażby Złodziejce książek, Królach Dary, książkach pani Gier, Świetle, którego nie widać, Szklanym tron, Dworze cierni i róż... O ile się nie mylę, to  w tych powieściach albo nie ma w ogóle wiadomej tematyki, albo jest ona na takim marginesie, że nawet tego nie zapamiętałam. Czy to czyni z ich autorów homofobów, czy też osoby będące przeciwko LGBT?... 

Swoją drogą jestem bardzo ciekawa, ile twórców specjalnie porusza tematykę związaną z LGBT w swoich powieściach, byle by się podlizać pewnym grupom społecznym, a ile wśród nich naprawdę chce powiedzieć na ten temat coś ciekawego i wie jak to zrobić. 
Jak pisałam na początku miałam spore kłopoty z przypomnieniem sobie, w jakich książkach były takowe wzmianki. Bo jeżeli temat jest poruszany byleby o nim wspomnieć,i to chyba coś jest nie halo. Takie wrażenie odniosłam chociażby podczas lektury Mroczniejszego odcienia magii, gdzie gejem był książę Czerwonego Londynu.  No i okej, nie mam nic przeciwko... Z tym, że to NIC nie wnosiło do fabuły. NIC. Autentycznie miałam wrażenie, że autorka zapisała sobie listę z kwestiami "DO PORUSZENIA", napisała w swej książce ni z tego ni z owego, że ktoś jest homoseksualistą i to odhaczyła. A potem ta kwestia tak sobie wisiała... i wisiała... i NIC SIĘ Z NIĄ NIE DZIAŁO. 
Natomiast bardzo ciekawie temat mniejszości seksualnych poruszyła Kim Holden w Promyczku. Nie było to oni zbytnio nachalne, a ja bardzo polubiłam bohatera, który wolał właśnie facetów. I tam naprawdę byłam w stanie uwierzyć, że ta postać od początku tak miała wyglądać. 

Czemu ma niby służyć wciskanie wątków LGBT na siłę? Autorzy chcą nas przyzwyczaić do tego, że tacy ludzie istnieją? Oswoić nam tę przerażającą, sensacyjną informację? Zdaję sobie sprawę, że na świecie jest masa ludzi, którzy nie ogarniają tego, iż każdy człowiek to człowiek i należy mu się szacunek, ale wtrącanie tego tałatajstwa chyba nie za bardzo zmieni poglądy takich osób. 

Co też nie oznacza, że osobiście nie lubię wątków homoseksualnych w książkach. Może nie jestem ich zwolenniczką, powiedziałabym raczej, że mnie one ani grzeją, ani ziębią. Niemniej jeśli dany bohater jest ciekawy i interesujący, a całość trzyma się kupy, to jestem na tak. Z drugiej strony też nie przepadam za tym, gdy próbuje mi się wmusić dane poglądy. A nieraz spotkałam się z czymś takim. Drodzy państwo! To że polubię jakiegoś bohatera literackiego geja, sama powieść mnie urzecze, powali na kolana i pokaże to, jak ciężko jest osobom o innej seksualności, nie oznacza, że wezmę tęczową flagę i zacznę nią machać na ulicy. Sorry Winnetou, to tak nie działa. A przynajmniej nie w moim świecie. 

Odbiegłam trochę od tematu. Według mnie fakt, że ktoś nie umieszcza w swojej książce bohaterów-homoseksualistów albo nie zmienia im później orientacji na siłę, nie sprawia, że od razu staje w opozycji do mniejszości seksualnych. Równie dobrze możemy nazwać sporą część autorów antysemitami, bo bohaterowie ich książek nie są Żydami -,-' Albo powiedzieć, że jakiś pisarz nie popiera Polski, ponieważ w swej twórczości nie umieścił ani jednego Polaka (a jeśli jest Amerykaninem, to możliwe, że nawet nie wie, gdzie nasz kraj leży).

Dajcie znać, co wy myślicie na ten temat, tylko proszę - szanujmy się nawzajem i pamiętajmy, że każdy ma prawo do własnych poglądów oraz ich wyrażania ;) 
I koniecznie napiszcie, czy tak jak ja nie wyobrażacie sobie Syriusza jako geja, czy może uważacie, że lepiej by było gdyby Rowling przyznała, że jest homoseksualistą ;)

A jeżeli ktoś nie wie o co chodzi z burzą między Rowling, a środowiskami LGBT, zapraszam tutaj -> klik!

10 komentarzy:

  1. Tak! Masz stuprocentową rację! Jeju, jak mnie wkurza wciskanie gejów WSZĘDZIE!

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz bardzo racjonalne poglądy, podobne do moich. Jeśli postać jest dobrze napisana, to jej orientacja nie ma znaczenia. Mówię wielkie tak bohaterom homoseksualnym pod warunkiem, że ich istnienie w danej książce jest uzasadnione fabularnie. Nie znoszę jednak nagłej zmiany orientacji bohatera, co zdarzało się już w serialach, chociażby w "Czystej krwi".

    Co do Syriusza - nie mamy o nim wielu informacji z czasów jego młodości. Potem trafił do Azkabanu a po ucieczce miał niezłe problemy psychiczne i emocjonalne. Jeszcze później musiał ukrywać się we własnym domu, co także nie było dla niego łatwe. Myślę, że dla człowieka w takim stanie psychicznym sprawy miłości i seksu nie są zbyt ważne. I tak maił na głowie mnóstwo zmartwień. Gdyby Rowling dorzuciła do tego jeszcze jakiś romans - obojętnie z jaką płcią - to postać Syriusza straciłaby w moich oczach wiarygodność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też wkurza mnie wciskanie gejów wszędzie. Jednakże w Darach Aniołach podobał mi się ten wątek.
    Pozdrawiam,
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  4. Każda bohaterka powieści musi mieć przyjaciela geja. Bo czemu nie. Dosłownie każda.
    Niby nie mam nic do osób o tej orientacji, niech sobie żyją, to nie ich wybór, że nie czują pociągu do kobiet czy facetów, jednak przebywanie w takim środowisku byłoby dość... dyskomfortowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wciskanie na siłę homoseksualistów jest bez sensu. Jestem osobą tolerancyjną, ale nie będę ukrywać, że częściej wolę czytać powieści, gdzie główna para jest heteroseksualna- ze względu, że sama taka jestem. No ale cóż, co jest modne musi zaraz wszędzie być, nawet w książkach... I to robi się już naprawdę męczące, a sam ruch LGBT przyprawia mnie o ciarki, bo usilnie robią z ludzi wrogów, szczególnie tych, którzy nie pochodzą z tej grupy. Co tyczy się tego, że często uważają się za lepszych (?) i innych oceniają z góry, bo np. nie akceptują osób nietolerancyjnych. Niestety, ale tolerancja działa w dwie strony.
    Pozdrawiam, Nat z osobliwe-delirium.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jestem tolerancyjna, więc są czy też ich nie ma - mnie to nie przeszkadza. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie coraz bardziej fascynuje i jednocześnie przeraża fakt, jak termin tolerancja jest przeinaczany. To, że coś toleruję, oznacza, że przyjmuję do wiadomości istnienie takiego faktu i po prostu żyję dalej. Tymczasem poprawność polityczna staje się wręcz absurdalna. Nie można powiedzieć kawału o przysłowiowym Murzynie, bo zaraz zostanie się zwyzywanym od rasistów, ale wszystko jest w porządku, gdy Afroamerykanin opowiada żarty o białych. To samo tyczy się gejów w literaturze. Tak jak osoba homoseksualna ma prawo nie chcieć czytać o związkach heteroseksualnych, tak osoba heteroseksualna ma prawo nie chcieć czytać o związkach homoseksualnych i tutaj wcale nie chodzi o tolerancję lub o jej brak - komuś może się choćby nie podobać przedstawienie yaoi i piętnowanie takiej osoby z tego powodu jest głupie, zwłaszcza jeśli ona sama jest bardzo tolerancyjna względem gejów. To fikcja literacka i wątek homoseksualny ma prawo mi się nie podobać tak samo jak choćby trójkąt miłosny. Wszyscy ludzie po prostu powinni dać sobie na wstrzymanie i nie wtrącać się w opinie innych.
    Wybacz, jeśli mój komentarz jest chaotyczny, ale to od dawna chodziło mi po głowie. Swoją drogą, bardzo dobrze, że poruszyłaś ten temat.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja akurat nigdy nie zastanawiałam się nad tym tematem. Dla mnie liczy się charakter bohatera, niekoniecznie jego orientacja seksualna. W dobrej książce wszystko powinno do siebie pasować, więc dokładanie "na siłę" wątku homoseksualnego często mija się z celem i aż czuć, że jest sztuczne...

    www.carolinelivre.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba bym umarła, gdybym trafiła w każdej książce na geja lub lesbijkę. Osoby LGBT są strasznie przewrażliwione na swoim punkcie. Nic nie mam do homoseksualistów, dopóki nie zaczynają się bezwstydnie obnosić ze swoją seksualnością. Właśnie w taki sposób osławili Marsz Równości, bo parada kojarzy się głównie z mniejszościami seksualnymi, a często zapomina się o niepełnosprawnych, wyznawcach innych religii, etc.
    Za to na przykład mój ulubiony autor, Rick Riordan, ostatnio nawiązuje w swoich książkach do homoseksualizmu, tworząc bohaterów gejów,co od razu wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
    Oczywiście, jak znam życie LGBT i tak znajdzie jakieś "ale"...
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Napisałaś o "Mroczniejszym odcieniu magii", że homoseksualizm jednego z bohaterów nic nie wnosi do fabuły i to czyni ten wątek niepotrzebnym. Spróbuj pomyśleć inaczej: skoro sama jesteś przeciwko nadmiernemu epatowaniu elgiebeteizmem i przyjmujesz homoseksualizm, biseksualizm, transseksualizm jako coś, o czym chciałabyś się dowiedzieć więcej, żeby zrozumieć, żeby móc się wypowiadać, to pytanie: dlaczego akurat w książkach autorzy POWINNI epatować tym elgiebeteizmem? Według mnie to że jakiś bohater jest homoseksualistą nie oznacza, ze trzeba z tego od razu robić wielką historię. Jest - ok. Jest. Wystarczy. I po co dorabiać tego filozofię? Można, ale nie trzeba, to nie jest obowiązek autora.
    Natomiast w gestii autora leży wyrażenie swoich poglądów. Jeśli w SWOIM dziele pisze np. o LGBT czy jakichkolwiek innych kontrowersjach (może to być aborcja, eutanazja, schizofrenia, emo itp. itd.) i mocno się na tym skupia, opisuje to dobrze to... dobrze. Bo wtedy widzisz przynajmniej, że nie pisze pod publiczkę. Nie widzę sensu w stwierdzeniu "autor chce się podporządkować pewnej grupie społecznej", dlatego że ta grupa społeczna jest mniejszościa i z punktu widzenia rynku jest to totalnie nieopłacalne.

    Natomiast w 100% zgadzam się z tym, że nie w każdej książce musi być osoba o odmiennej orientacji/ pochodzeniu etnicznym/ wyznaniu itp. To jest bardzo ciekawe i zdrowe dla społeczności (KAŻDEJ SPOŁECZNOŚCI), ale jeśli ni w 5 ni w 9 nie pasuje do poglądów autora albo do charakteru powieści to nie jest konieczne. \

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.