I jak zwykle bardzo chciałabym móc się wyłamać z kręgu powszechnego uwielbienia (tak, trochę przesadzam) tejże serii... Ale zwyczajnie nie mogę. Po lekturze „Cienia wiatru” oraz „Gry anioła” byłam po prostu zakochana w XX-wiecznej Barcelonie z opowieści Zafona oraz w cudownym klimacie tychże książek. Chciałam od razu wziąć się za następny tom, ale niestety nie miałam go pod ręką, a kiedy już „Więzień nieba” trafił na moją półeczkę, postanowiłam wstrzymać się trochę z jego lekturą. Zwyczajnie nie miałam w tamtej chwili na niego ochoty.
W końcu wyszło tak, że "ochota" naszła mnie dopiero teraz, czyli rok po lekturze poprzednich tomów. Niestety, pan Zafon tym razem nie usatysfakcjonował mnie w stu procentach...
!RECENZJA NIE ZAWIERA SPOILERÓW DOT. POPRZEDNICH CZĘŚCI CYKLU!

