8 / 10

079. „Nigdziebądź” Neil Gaiman

22:34

Neil Gaiman to jeden z najbardziej znanych angielskich pisarzy powieści z gatunku fantasy. Ba! Powszechnie uważa się go za jednego z najlepszych współczesnych autorów tego typu książek. Został zresztą nagrodzony szeregiem prestiżowych nagród literackich. Nie raz, nie dwa, buszując w internecie, stykałam się z ogromnymi zachwytami nad jego twórczością.
Muszę się jednakowoż przyznać, że to powszechne uwielbienie dla Gaimana pozostawało dla mnie nie lada zagadką. Enigmą. Lektura „Gwiezdnego pyłu” czy „Koraliny” nie wywarła na mnie, łagodnie mówiąc, żadnego wrażenia. Wręcz czułam się lekko rozczarowana. No bo czym tu się niby zachwycać? Ot, bajki dla dorosłych, nie on jeden na to wpadł.
Jakkolwiek postanowiłam dać Neilowi Gaimanowi jeszcze jedną szansę na rozkochane mnie w swojej twórczości i sięgnęłam po chyba jego najbardziej sztandarową, obok  „Amerykańskich bogów” i  „Księgi cmentarnej”, powieść -  „Nigdziebądź”. Stwierdziłam, że jeśli ona mi się nie spodoba, to daję sobie z tym panem spokój.
A co z tego wyszło?

7 / 10

057. „Gwiezdny pył” Neil Gaiman

19:40

Neil Gaiman to jest jeden z tych pisarzy, których bardzo chciałabym polubić, ale niestety coś mi nie pozwala. Jeśli chodzi o tego konkretnego pana, to przedtem czytałam jego „Ocean na końcu drogi” oraz zbiór opowiadań „Drażliwe tematy” i obie te książki nie do końca przypadły mi do gustu. Nie mogłam się zaangażować w opowiadane przez autora historie. Wiedziałam o co autorowi chodzi, potrafiłam sobie wyobrazić, jak dana sytuacja wygląda, ale nie miałam żadnej satysfakcji z lektury. Towarzyszyło mi takie uczucie, jakbym widziała wystawę piekarni z wystawionym wielkim, apetycznie wyglądającym tortem. Widzę jak wygląda, mogę do pewnego stopnia wyobrazić sobie jego smak, ale jest za szybą. 
W związku z tym teraz nastąpi wyznanie z cyklu jestem zakupoholiczką : Zarówno „Gwiezdny pył” jak i „Nigdziebądź” zakupiłam głównie ze względu na te nowe, cudne wydania i nikłą nadzieję, że może jednak się do autora przekonam. A że ostatnio bardzo potrzebowałam krótkiej, niezbyt wymagającej powieści, to postanowiłam dać Gaimanowi kolejną szansę i sięgnąć po „Stardust”. I może nie będzie to moja ulubiona powieść wszechczasów (to miejsce jest już zajęte by the way) ani nie zachwyciła mnie ona totalnie, to muszę przyznać, że tym razem autorowi udało się naprawdę zabrać mnie do swojego świata.

8 / 10

056. „Szóstka wron” Leigh Bardugo

18:59

„Szóstka wron” to była zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek. Głównym czynnikiem było oczywiście, bądźmy szczerzy, to przepiękne wydanie. Nie będę ukrywać - to w zasadzie był główny promotor tego, że w ogóle zainteresowałam się tą powieścią. Żeby jednak nie było, że jedyne na co zważam to intrygujące okładki: Kolejnym czynnikiem, przez który musiałam zdobyć „Szóstkę wron”, była możliwość ponownego znalezienia się w świecie wykreowanym przez Leigh Bardugo w trylogii „Grisza”. Mimo że od momentu, gdy skończyłam „Cień i kość”, minęło już sporo czasu, to nadal nie mogę zapomnieć tego, co stworzyła na jego kartach autorka. (Te nawiązania do carskiej Rosji *.*). I o ile sam opis fabuły niespecjalnie mnie przekonywał, to dzięki tym dwóm czynnikom stwierdziłam, że po prostu muszę koniecznie przeczytać „Szóstkę wron”. I jak widać zrobiłam to. I jestem tak strasznie zakochana w tej powieści, ze nawet nie umiem się na jej temat poprawnie wysłowić.

9 / 10

052. Elantris - Brandon Sanderson

18:42

Brandon Sanderson to zdecydowanie jeden z najpopularniejszych pisarzy fantasy ostatnich lat. Jego książki zbierają naprawdę całą masę pozytywnych opinii, a sam autor może się pochwalić rzeszami wiernych fanów. W Polsce jak na razie chyba jego najpopularniejszą serią pozostaje Archiwum burzowego światła, choć ja osobiście polubiłam Sandersona za jego trochę schematyczną powieść Stalowe Serce z cyklu Epicy. I do tej pory niestety nie miałam szansy / czasu by przeczytać jakąkolwiek inną książkę tego pana (Droga królów odstrasza mnie swoimi gabarytami...). A w związku z tym, że jak wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę jestem wyjątkową zakupoholiczką, gdy chodzi o książki, to czy kogokolwiek dziwi fakt, że widząc znajome nazwisko wśród nowości, bez zastanowienia nabyłam Elantris?... Czego w najmniejszym stopniu nie żałuję.