072. „Grom i szkwał” Jacek Łukawski

Rok. Musiałam czekać cały długi rok na tą książkę. Od momentu zakończenia lektury „Krwi i stali”, czyli debiutu Jacka Łukawskiego, nie mogłam doczekać się chwili, gdy wrócę do świata wykreowanego przez autora. I chociaż niestety wspomnienia dotyczące przygód Arthorna i innych bohaterów już troszkę zbladły w mojej pamięci, to gdy tylko zobaczyłam drugi tom na półce w księgarni, nie mogłam się oprzeć. A potem były już tylko długie godziny spędzone na lekturze „Gromu i szkwału”, po których doszłam do wniosku, że naprawdę warto było czekać.

071. „Rewers”, czyli niech każdy dorzuci swoje pięć groszy i zobaczymy, co z tego wyjdzie


Uwielbiam opowiadania. Krótkie, niezobowiązujące, do łyknięcia na raz. A antologie od zawsze darzyłam ciepłymi uczuciami, choć nie mam ich zbyt wielu na koncie. Można się dzięki nim zorientować, czy warto sięgać po inne dzieła danego autora, czy nie należy marnować na niego czasu, nerwów i pieniędzy.
Nic więc dziwnego, że „Rewers” zainteresował mnie jeszcze, gdy znajdował się na liście zapowiedzi. Zwlekałam jednak z zakupem, ponieważ miałam kiepskie przeczucia. Skusiłam się dopiero, gdy znalazłam go w okazyjnej cenie, a i tak musiał swoje najpierw przeleżeć na półce.
Sięgnęłam po niego dochodząc do wniosku, że w trakcie szkolnego kociokwiku opowiadania sprawdzą się świetnie, jako przerywnik w ciągłej nauce i nie zajmą mi tyle czasu co jakakolwiek pełnoprawna powieść. 
No i muszę przyznać, że przeczucia mnie nie zawiodły.

070. „Rok 1984” George Orwell | Wielki Brat Patrzy

Wydaje mi się, że George'a Orwella nikomu przedstawiać nie trzeba. Ciężko mi też uwierzyć, że mogłaby istnieć osoba, która jeszcze nigdy nie słyszała o jego najpopularniejszej książce - „Roku 1984”. To chyba jedna z najbardziej przerażających powieści, jakie kiedy kiedykolwiek powstały. Protoplasta wszelkich dystopio-antyutopii. Powieść, która zainspirowała twórców „Big Brothera” (co swoją drogą jest dość ciekawe - "Hej, to jest przerażające!" - "Wyobrażasz sobie coś takiego?!" - "Nie... Czekaj, zróbmy z tego reality show!").
Od momentu, gdy skończyłam „Folwark zwierzęcy”, wiedziałam, że muszę koniecznie przeczytać również tę najbardziej znaną powieść Orwella. Liczyłam, że przeczytam ją równie szybko, co „Folwark”, i będę mogła po prostu odhaczyć ją z mojej listy pozycji do przeczytania. 
Nie spodziewałam się, że będę tak przeżywać to wszystko, co się działo na jej kartach. Ta powieść mną wstrząsnęła i wprawiła w strasznie pesymistyczny nastrój. Do tego doszła kompletna niemoc. Po prostu nie umiałam się normalnie wysłowić na temat tego, co właśnie przeczytałam. Dopiero kilka tygodni po skończeniu lektury mogłam normalnie zabrać się do pisania tego posta, a i tak nie jestem pewna, czy będzie on chociaż w miarę ogarnięty. 
W każdym razie zapraszam Was na moje przemyślenia dotyczące najbardziej wstrząsającej powieści, jaką kiedykolwiek przeczytałam.

Podsumowanie kwietnia 2017

Cześć moi drodzy 😉
Nawet nie wiecie, jak strasznie się cieszę, że kwiecień już minął. Ubiegły miesiąc po prostu wycisnął ze mnie całą chęć do życia. Nie dość, że skumulowało się w nim wiele dla mnie ważnych, ale stresogennych, wydarzeń, to jeszcze non stop czułam, że mnie łamie w kościach. Pogoda też raczej nas nie rozpieszczała... Ja nie wiem, co ta wiosna sobie myśli -,-'
Na szczęście nieciekawa pogoda i potrzeba odstresowania się całkiem nieźle wpłynęły na mój wynik czytelniczy. Co prawda fajerwerków nie ma, ale wątpię bym przed wakacjami mogła się pochwalić dużo lepszym wynikiem, więc nie ma co narzekać 😅
Zapraszam Was na podsumowanie kwietnia!

069. „Harda” Elżbieta Cherezińska

Muszę przyznać, że do Elżbiety Cherezińskiej zabierałam się bardzo długo i jak pies do jeża. Robiłam już kilka podejść do jej twórczości, ale potem szybko odkładałam ją na później - odstraszały mnie gabaryty. Do tego zwykle zawsze sięgałam po jej powieści akurat wtedy, gdy nie miałam czasu nawet na podrapanie się po plecach, a co tu dopiero mówić o czytaniu.
Jednakże wszechobecne ochy i achy nad jej twórczością sprawiły, że postanowiłam zrobić jeszcze jedno ostateczne podejście. W końcu jako miłośniczka wszelkich klimatów historycznych nie mogłam odpuścić sobie jednej z najpopularniejszych polskich pisarek mojego ulubionego gatunku. Sięgnęłam więc po „Hardą”.
I mam wrażenie, że czego bym Wam nie napisała w tej recenzji żadne słowa nie oddadzą mojego totalnego zachwytu nad tą powieścią!

068. „Wotum nieufności” Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz to zdecydowanie jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy ostatnich lat. Zgromadził już całkiem pokaźne grono fanów, których zresztą z każdą kolejną książką przybywa. Tym razem Mróz postanowił poruszyć temat polityki, a jego najnowsza powieść była reklamowana jako polskie House of Cards.
Muszę przyznać, ze strasznie ucieszyłam się, że właśnie ten pan wziął się za ten temat. Polityką interesuje się raczej średnio, chociaż śledzę ją na bieżąco, ale pomysł na fabułę najnowszej powieści Mroza naprawdę mnie zaciekawił. I co prawda miałam kilka wątpliwości, ale bez zbędnego ociągania wzięłam się za lekturę.
I muszę przyznać, że autor naprawdę stanął na wysokości zadania.

Podsumowanie marca 2017

Salut moi drodzy!
Przepraszam Was za poślizg, ale marzec minął mi w tak zawrotnym tempie, że nie miałam czasu zająć się blogiem. Wiecie, nauczyciele ze wszystkich stron zarzucają nas powtórkami przed egzaminem, a do tego doszły jeszcze przygotowania do bierzmowania, kolejny konkurs historyczny oraz... moje urodziny. Zresztą przecież spodziewałam się i zapowiadałam, że tak będzie. Z tym, że nie spodziewałam się, że po tym miesiącu będę się czuła trochę jak wyżęta ścierka. Nie miałam nawet siły cieszyć się tymi pierwszymi ciepłymi dniami, które niedawno były.
Niemniej w końcu zasiadłam do komputera by zrobić podsumowanie tego masakrycznego miesiąca... I okazało się, że pod względem czytelniczym marzec był milion razy bardziej udany niż luty i styczeń.

067. „Margo” Tarryn Fisher


Do „Margo” Tarryn Fisher podchodziłam raczej sceptycznie. To nie jest do końca książka z mojej strefy czytelniczego komfortu, a autorkę do tej pory znałam jedynie z napisanego wraz z Colleen Hoover „Never never”, które całkiem mi się podobało, ale miało kilka dość poważnych grzeszków na sumieniu. „Margo”, jako mroczny thriller psychologiczny, nie do końca pasowała mi do autorki, było nie było, romansidła dla nastolatków. 
Niemniej, teraz, po lekturze, mam taki mętlik w głowie, że w zasadzie nawet jak i od czego zacząć tę recenzję. Nawet do końca nie wiem, co mam o tej książce sądzić, bo z jednej strony jestem nią totalnie zachwycona, a z drugiej chciałabym jak najszybciej wyrzucić tę powieść z pamięci...