8 / 10

074. „Ocalona aby mówić” Immaculée Ilibagiza oraz Steve Erwin

12:01

Podejrzewam, że w normalnych okolicznościach nigdy bym po tę książkę nie sięgnęła. Ani specjalną sympatią nie darzę biografii, ani kwestia ludobójstw w Afryce nigdy nie była mi nazbyt bliska. Wiem tyle co wszyscy, czyli w sumie niezbyt wiele. Kiedy jednak ksiądz, którego darzę naprawdę olbrzymią sympatią i szacunkiem, zaproponował mi, że pożyczy mi ją, bez wahania skorzystałam. Z jednej strony troszkę głupio mi było odmówić, a z drugiej... Po prostu na pierwszy rzut oka wydała mi się ciekawa. 
Ku mojemu zaskoczeniu „Ocalona, aby mówić” naprawdę poruszyła coś we mnie i okazała się niezwykłą lekturą.
Chcę zaznaczyć na początku, że nie będzie to typowo opinia. Po prostu najpierw przedstawię Wam temat, jaki książka porusza, a potem podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu ;)

8 / 10

065. „Gdy słońce było bogiem” Zenon Kosidowski

18:28

Jeżeli od pewnego czasu śledzicie mojego bloga, z pewnością wiecie, że moją drugą największą pasją po książkach jest historia. Uwierzcie mi, jest to chyba jedyny przedmiot, którego nauka po prostu przynosi mi samą frajdę. Jednak czy kiedyś się zastanawialiście, skąd nasza wiedza na temat minionych dziejów pochodzi?... Oczywiście, jeżeli chodzi o ostatnie stulecia możemy opierać się na kronikach, dokumentach i innych źródłach pisanych. Ale co gdy spoglądamy nie kilkaset lat wstecz, ale kilka tysięcy? No cóż, wtedy jesteśmy zdani na odkrycia pochodzące ze znalezisk archeologicznych. 
Książka Zenona Kosidowskiego „Gdy słońce było bogiem” wydana po raz pierwszy w 1956 roku opowiada właśnie o dziejach archeologii oraz zapomnianych cywilizacjach. I może nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale uwierzcie mi, że pozycja ta jest naprawdę godna uwagi.

10 / 10

019. Kamienie na szaniec - Aleksander Kamiński

19:51

Myślę, że każdy z nas, książkoholików, ma jakąś książkę, która szczególnie zagnieździła się w jego sercu. Powieść, która coś w nim zmieniła, sprawiła, że zaczął inaczej patrzeć na różne sprawy.
Dla mnie taką książką są Kamienie na szaniec.
Wiem - lektura szkolna. Ble, fuj i tak dalej... Jednak to nie jest nudnawa, starodawna powieść, w której ledwo wiadomo o co chodzi, a znaczenia co drugiego słowa trzeba szukać u "wujka" Google. A skusiłabym się nawet o stwierdzenie, że mimo upływu lat, Kamienie na szaniec są nadal równie ważne jak wtedy kiedy Kamiński je pisał, a może nawet ważniejsze.
Bo to nie jest zwykła książka. To przechowalnia najważniejszych dla nas, Polaków, wartości, lekcja patriotyzmu oraz służby do samego końca. Poza tym stanowi ona łącznik między nami, a pokoleniem, które musiało za naszą Ojczyznę walczyć. Pójdę dalej - śmiem twierdzić, że jest ona dla nas czymś takim jak dla naszych pradziadków był Pan Tadeusz, albo Krzyżacy.
I na pewno nie każdy podziela moją opinię, jednak mam ogromną potrzebę opowiedzenia Wam czegoś o tej książce. Ostrzegam lojalnie, że notka może być dość chaotyczna i będzie zawierać sporo moich "rozkmin" luźno bazujących na tejże powieść ;)

A więc:
Posłuchajcie opowiadania o Alku, Rudym, Zośce i kilku innych cudownych ludziach, o niezapomnianych czasach 1939-1943 roku, o czasach bohaterstwa i grozy.
Posłuchajcie opowiadania o ludziach, którzy w tych niesamowitych latach potrafili żyć pełnią życia, których czyny i rozmach wycisnęły piętno na stolicy oraz rozeszły się echem po kraju, którzy w życie wcielić potrafili dwa wspaniałe ideały: BRATERSTWO I SŁUŻBĘ.