6 / 10

081. „Wilcza godzina” Andrius Tapinas

19:02

Nigdy w życiu nie miałam nic wspólnego z Litwą. Ani nie czytałam nic żadnego Litwina, ani nie odwiedziłam Wilna, ani nic. Co za tym idzie nazwisko Andrius Tapinas nic mi nie mówiło, zanim nie dowiedziałam się o istnieniu „Wilczej godziny”, o której z kolei wiedziałam tylko tyle, że jest to powieść fantastyczna z elementami steampunku. A wiecie. Klimaty a'la wiktoriańska Anglia, ciężka mgła połączona z wyziewami z fabryk osiadająca na alternatywnych wizjach miast, maszyny przechadzające się po ich ulicach, rzesze robotników podążających do kopalni, a w tym wszystkim cudowne wynalazki, genialni inżynierowie i szczypta fantastyki... Powiedzmy, że jest to coś, co zawsze przemawiało do mojej wyobraźni i nigdy nie trzeba mnie namawiać, bym odwiedziła kolejny świat oparty na takich zasadach. 
Niestety, tym razem po lekturze mam dość mieszane uczucia.

6 / 10

062. „Behawiorysta” Remigiusz Mróz

13:23

Tak, znowu Remigiusz Mróz. Przepraszam serdecznie wszystkich, którym ten autor już wychodzi z lodówki, ale co ja poradzę, że on jest taką trochę maszynką do pisania. Naprawdę nie ogarniam, jak można wydawać po siedem powieści rocznie (mam na wmyśli rok 2016). A co jest w tym najlepsze? Ano to, że w zasadzie każda z tych książek zbiera ultrapozytywne recenzje. Słabszych pozycji prawie nie ma. Co za tym idzie Remigiusz Mróz przyzwyczaił nas do wyśmienitych pod wszelkimi względami powieści, nazwijmy to zbiorczo, sensacyjnych. Takich z akcją pędzącą na łeb na szyję, wyrazistymi bohaterami, mnóstwem twistów fabularnych oraz zaskakującymi zakończeniami, które pozostawiały czytelników w stanie głębokiego szoku. Osobiście po prostu uwielbiam tego autora. Wszelkie jego nowości biorę w ciemno i właściwie jeszcze nigdy się na nim nie przejechałam.
No, niestety, do teraz.

6 / 10

053. W dwadzieścia lat później - Aleksander Dumas

18:05

W Trzech muszkieterach zakochałam się praktycznie od pierwszej strony i przez te miesiące, które minęły od ich lektury, nic się w tej materii nie zmieniło. Nadal rozpamiętywałam przygody D'Artagnana, Atosa, Aramisa i Portosa oraz rozpaczliwie szukałam w wszelkich księgarniach kontynuacji ich przygód. Z dość marnym skutkiem. Znając te okoliczności, chyba możecie sobie wyobrazić, jak strasznie się ucieszyłam, gdy w bibliotece szkolnej odnalazłam właśnie W dwadzieścia lat później. Od razu wypożyczyłam obie części i zapartym tchem ruszyłam na powtórne spotkanie z moimi ulubionymi bohaterami... Szkoda tylko, że tym razem nie było tak cudownie.

6 / 10

042. Słonie mają dobrą pamięć - Agatha Christie

20:02

Myślę, że pani Agathy Christie nikomu przedstawiać nie trzeba. Jest to chyba najbardziej znana autorka kryminałów wszech czasów, która ma na swoim karku mnóstwo wspaniałych powieści, które, mimo że mają już swoje lata, nadal zdobywają sobie liczne grono czytelników. Osobiście do tej pory z twórczością tej pani spotkałam się raz, gdy do szkoły musiałam przeczytać jej zbiór opowiadań pod tytułem Śmiertelna klątwa. Średnio mi on przypadł do gustu, ale i tak chciałam się zapoznać z innymi powieściami autorki. Impulsem do sięgnięcia po jakąś książkę Christie był moment, w którym moja kochana, nieczytająca przyjaciółka zaczęła czytać właśnie jej powieści. Pod wpływem totalnego impulsu poszłam do kiosku i kupiłam pierwszą powieść Christie, jaka wpadła mi w oko, a po powrocie do domu ochoczo zaczęłam ją pochłaniać.

6 / 10

027. Litr ciekłego ołowiu - Andrzej Pilipiuk

16:43

Myślę, że w niemal każdym domu znajdzie się pudełko, do którego wkładamy różne dziwne rzeczy, których z jednej strony żal nam wyrzucić, a z drugiej nie są już nam potrzebne. No wiecie - jakieś stare zdjęcia, pocztówki, guziki, czuhajstry... Takie małe skarby, które już dawno utraciły swoją wartość dla całego świata, ale nie dla nas samych. Właśnie z takimi pudełkami kojarzą mi się zbiory opowiadań Pilipiuka. Można znaleźć w nich prawie wszystko i są to zazwyczaj historie dziwne, z własnym specyficznym klimatem, który przyciągał mnie jak magnes.
A przynajmniej takie odniosłam wrażenie czytając Czerwoną gorączkę tego autora. Było to całkiem niedawno i od razu miałam ochotę na więcej. W związku z tym, gdy dowiedziałam się, że pod koniec kwietnia wychodzi kolejny zbiór opowiadań nie mogłam się go doczekać. Machnęłam ręką na poprzednie i zdecydowałam się sięgnąć od razu po Litr ciekłego ołowiu. Tylko czy słusznie?