038. Big Red Tequila - Rick Riordan

Rick Riordan. To nazwisko chyba już na zawsze będzie mi się kojarzyło z Percym Jacksonem, rodzeństwem Kane i Magnusem Chasem, czyli ogólnie rzecz ujmując - z wszelaką mitologią w luźnym wydaniu. Muszę przyznać, że przyżyłam pewien szok, gdy dowiedziałam się, że nasz poczciwe wujek Rick napisał jakiś  k r y m i n a ł. Pasowało mi to do niego jak pięść do oka, ale postanowiłam, że chociażby z czystego sentymentu warto sprawdzić, jak ten autor wypadł w czymś niemłodzieżowym i niezwiązanym z mitami. Idąc za ciosem, gdy tylko powieść znalazła się w moich łapkach, ochoczo wzięłam się za lekturę.
I wujek Rick jak zwykle mnie nie zawiódł.


Jackson "Tres" Navarre wraz ze swoim kotem Robertem Johnsonem wraca po dziesięciu latach do rodzinnego San Antonio. Chce w końcu odkryć prawdę dotyczącą morderstwa swojego ojca i spotkać z miłością jego życia - Lillian. Niestety sprawy szybko się komplikują - komuś wyraźnie zależy na tym, aby Navarre nie grzebał w starych brudach. Jednak Tres nie przywykł do wycofywania się. Mężczyzna jest zdeterminowany, żeby w końcu poznać prawdę skrywaną od dziesięciu lat.

„ - Masz ochotę na małą wycieczkę? [Tres]
(...) - Ilu argumentów potrzebujesz? Oficer Shaeffer nie chce, żebyś wyjeżdżał z miasta , twój samochód wygląda na drodze jak neonowa reklama, której nie można przeoczyć, ktoś do ciebie strzelał i o mały włos nie zostałeś rozjechany...
Odsunąłem dłoń od słuchawki.
- Przyjedziemy z największą przyjemnością. - poinformowałem Garretta. ”

Jeśli mam być szczera powieści Ricka Riordana nigdy mnie nie zachwycały tak jak innych. Dla mnie jego proza jest po prostu fajną odskocznią od szarzyzny dnia codziennego. I to sprawdza się zarówno we wszelkich jego powieściach młodzieżowych jak i w Big Red Tequili. Prawdę mówiąc ciężko mi było zawsze odnośnie jego książek wypaplać coś  niż fajne. Po prostu to słowo genialnie je opisuje.
Ale wróćmy do tematu, czyli do tego jak wujek Rick poradził sobie z kryminałem.

Sama zagadka kryminalna nie jest mistrzostwem świata. Jest po prostu taka sobie i mało wciągająca. Mimo że trupy padają w tempie ekspresowym jakby Riordan bawił się w Martina, i praktycznie ciągle coś się dzieje, ciężko mi było zainteresować się zagadką, a tym samym wbić się w powieść. 
Na początku miałam też spore problemy z ogarnięciem wszystkich postaci, które przewijały się przez całą powieść... I właściwie miałam ten sam problem aż do końca. Trup ścielił się gęsto, a ja ledwo rozpoznawałam, który to był gościu.
Według mnie autor po prostu powołał do życia zbyt dużo postaci, które miały dla samej opisywanej sprawy marginalne znaczenie. Zwykle taki bohater był wymieniony w jednym zdaniu na początku książki, potem dłuuuugo nic na jego temat nie było, a potem nagle wyskakiwał jak  pajac z pudełka, a czytelnik nie wiedział w ogóle who is this i co tutaj robi.

Sama akcja jest stonowana. Niby ciągle coś się dzieje, więc się nie nudzimy, ale jednocześnie to wszystko dzieje się w dość ślamazarnym tempie. Chyba to jest właśnie największy minus tejże powieści - zabrakło mi w niej dynamiki, dzięki której wydarzenia opisywane na kartach Big Red Tequili wbijałyby nas w fotel.
Bo jak już pisałam w tej książce ciągle coś się dzieje. Główny bohater co chwilę pakuje się w jakąś kabałę albo odkrywa jakieś niesamowite spiski związane z lokalnymi firmami. 

Riordan natomiast zdecydowanie wspaniale oddał teksański klimat. Broń ciągle na wierzchu, mućki leniwie pasące się na pastwiskach i żar lejący się z nieba... Trochę jak w odrobinę uwspółcześnionym westernie. Teksas w Big Red Tequili to miejsce, w którym na ulicy miesza się język angielski z hiszpańskim, a mafia staje się odpowiedzią na każde pytanie dotyczące przestępczości na jego terenie.

I perełka całej powieści. Główny bohater Tres Navarre. Uwierzcie mi - chociażby jego samego warto sięgnąć po powieść Ricka Riordana. Zabawny i ironiczny, jak większość postaci z książek Riordana, mistrz tai-chi. Właśnie dzięki jego zamiłowaniu do tej niezwykle wymagającej dyscypliny powieść została urozmaicona o naprawdę świetne sceny walki. A tak poza tym detektyw z powołania, ale bez licencji, oraz właściciel najwspanialszego książkowego kota w historii - Roberta Johnsona. Bohater naprawdę świetnie wykreowany, którego można albo pokochać, albo znienawidzić.

A teraz coś czego nie mogło zabraknąć w powieści Riordana, czyli humor. Jego poziom utrzymuje się na standardowym dla autora poziomie i jest nie mniej rozbrajający. Sarkazm, zabawne komentarze i niespodziewane rozwiązanie całej zagadki to coś za co naprawdę polubiłam tę powieść wujka Ricka. Z radością w sercu mogę przyznać, że autor się spisał i bynajmniej mnie nie zawiódł.

„ - Hejka - rzuciłem na powitanie.
Jego głowa łączyła się bezpośrednio z ramionami, razem przypominały kształtem abażur. Twarz miał do tego stopnia pozbawioną jakichkolwiek rysów, że wydawała się rozmazana. Jedynym elementem, który wnosił do niej jakikolwiek kontur, były włosy i okulary przeciwsłoneczne - jedne i drugie wielkie, lśniące i czarne. Wyglądał na człowieka, który próbował kiedyś wysłuchać wykładu o rachunku różniczkowym i nigdy się po tym nie pozbierał. Brwi miał ściągnięte do środka, usta wykrzywione, otwarte.
-BeeBee - odparł. 
Może tak się nazywał. Może tylko tak daleko dotarł w nauce alfabetu. Tak czy inaczej, nie sprawiał wrażenia osoby, która miałaby do powiedzenia cokolwiek więcej. 

Reasumując.
Big Red Tequila to naprawdę fajne kryminalne czytadło na dwa / trzy wieczory. Może zagadka nie jest nie wiadomo jak nurtująca, ale klimat, ciekawy główny bohater i poziom sarkazmu wynagradzają to z nawiązką. Powieść jest przemyślana i w sumie nie pozostawia wiele do życzenia. Mimo stopniowo rozwijającej się akcji, czyta się ją jednym tchem. Powiem więcej - mnie osobiście Riordan chyba bardziej się podoba w swojej kryminalnej osłonie. Na kolejny tom z Tresem Navarrą będę czekać z niecierpliwością.
|| OCENA: 7 / 10 | TŁUMACZENIE: JACEK KONIECZNY | TYTUŁ ORYGINAŁU: BIG RED TEQUILA | DATA WYDANIA: 2 CZERWCA 2016 | LICZBA STRON: 464 | WYDAWNICTWO GALERIA KSIĄŻKI | CYKL: TRES NAVARRE (TOM 1) ||

9 komentarzy:

  1. Lubię Riordana. Nie jestem jego die-hard fan, w sumie nie przepadam za większością jego książek, ale jest w nich coś... magicznego. Nie wiem, co, może humor, może jego wyobraźnia autora i zwroty akcji - ale zawsze z miłą chęcią po nie sięgam. Dlatego kiedyś przeczytam "Big Red Tequila", obym się nie zawiodła :)
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Wszystkich jasnych miejsc" Jennifer Niven! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham "Percy'ego" i mam zamiar niedługo zabrać się za "Olimpijskich Herosów" i "Kroniki rodu Kane", jednak nie interesowałam się za bardzo resztą twórczości Riordana. W sumie zaskoczyłaś mnie istnieniem "Big Red Tequila". Brzmi naprawdę ciekawie w Twojej recenzji, możliwe, że się skuszę ;)

    Pozdrawiam,
    Karolilka

    OdpowiedzUsuń
  3. Z twórczości Riordna poznałam osobiście tylko "Złodzieja piorunów" (tiaaa...) i choć nawet mi się podobało, to nie na tyle, aby sięgać po dalsze części przygód Percy'ego (zniechęciły mnie do tego również, niestety, filmy, które są mniej niż średnie). Ale tyle osób wychwala "Big Red Tequila" i tak strasznie intryguje mnie postać głównego bohatera, że chyba po książkę w końcu sięgnę. ^.^ Poza tym bardzo podoba mi się okładka!
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
  4. To mnie zaskoczyłaś. ;d Mój brat nałogowo czyta każdą książkę autora, a Ty mówisz, że to kryminał... Nono, rozejrzę się gdzieś za tym obowiązkowo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobnie jeśli chodzi o powieści Riodana - "fajne" to w sumie wszystko co mogę powiedzieć na ich temat, bo to słowo świetnie oddaje, że jest dobrze, ale jednak nie "super". W każdym razie zwróciłam uwagę na "Big Red Tequila", bo zdziwiło mnie, że "pan od mitologii" napisał cokolwiek innego. Kusi mnie ze względu na klimat, a że zbiera bardzo pozytywne recenzje, chyba w końcu skuszę się na zakup i lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że nie czytałam jeszcze żadnej książki Riordana, ale muszę w końcu sięgnąć po serię o Percym Jacksonie. Myślę, że to właśnie od niej zacznę swoją przygodę z twórczością autora, ale jeśli mi się spodoba, to "Big red tequilla" również na pewno znajdzie się na mojej półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie czytałam nic tego autora, myślę, że warto to zmienić. Kryminały pochłaniam nałogowo, więc pewnie i po "Big Red Tequila" kiedyś sięgnę :)
    House Of Books

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nic nie czytałam tego autora i może to będzie pierwsza książka, z która się zapoznam. ;)
    Pozdrawiam. ;**

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam i raczej nie sięgnę, nie moje klimaty

    Blog o książkach

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.