039. Silver. Pierwsza księga snów - Kerstin Gier

Kerstin Gier do tej pory była w Polsce znana jedynie ze swojej szeroko zachwalanej Trylogii czasu opowiadającej o podróżach w czasie. Sama miałam okazję czytać te książki podajże dwa lata temu i byłam nimi naprawdę zachwycona. Chyba więc nikt się nie zdziwi tym, że na kolejną powieść tej autorki czekałam ze sporą niecierpliwością. Niestety, emocje po lekturze  trylogii o Gwendolyn i Gideonie już dawno opadły i zdążyłam zapomnieć o tej niemieckiej autorce. Finał tego był taki, że do Silver. Pierwszej księgi snów podchodziłam bardzo sceptycznie i przez pewien czas wahałam się czy w ogóle po tę powieść sięgnąć. W końcu jednak postanowiłam nabyć i przeczytać najnowszą powieść Gier. Ba! Specjalnie nawet unikałam wszelkich jej recenzji, nawet nie wgłębiałam się w opis fabuły.
A teraz siedzę przy kompie i nie mam bladego pojęcia od czego zacząć swoje zachwyty nad nową książką pani Gier.

„Tutaj było więcej tajemnic do rozszyfrowania. A taka już natura tajemnic, że niekiedy okazywały się niebezpieczne.”

Liv Silver wraz ze swoją mamą i młodszą siostrą przeprowadzają się. Znowu. Tym razem rodzina ma wreszcie osiąść na stałe w Anglii. Dziewczyny zwabione wizję urokliwego domku na wsi przylatują do Londynu, gdzie okazuje się, że zaszła mała "zmiana planów". A ta "zmiana planów" nazywa się dokładnie pan Ernest i mają dwójkę dzieci trochę starszych od Liv. W rezultacie zamiast domku na wsi dziewczyny trafiają do wynajmowanego mieszkania. Oczywiście siostry muszą też zmierzyć się znowu z problemami typu nowa szkoła, nowi znajomi.
Jakby tego była mało Liv zaczynają śnić się bardzo dziwne sny... W jednym z nich spotyka czwórkę chłopaków ze swojej szkoły, którzy później zaczynają się dziwnie zachowywać. Zdają się również wiedzieć o tym, co wydarzyło się w śnie Liv... Ale to chyba niemożliwe... Prawda?...

„- Najciekawsze rzeczy to te najbardziej niebezpieczne – powiedziałam cicho. – I na przekór wszystkiemu trzeba je zgłębić.
- A może właśnie dlatego.”

Na wstępie wypada wspomnieć o tym jak ta książka została wydana. Będę szczera. Sama okładka mnie naprawdę zachwyca - najchętniej oprawiłabym ją w ramkę i powiesiła nad kominkiem. Jednakże te rysunki w środku albo te strony charakteryzowane na bloga dla mnie były kiczowate. Podobnie jak czcionka wykorzystana w powieści. Ogólnie środek książki kojarzy mi się raczej ze średniawą młodzieżówką skierowaną bardziej do jedenasto / dwunastolatek. A po Silver raczej osoby w tym wieku czytać chyba nie powinny...

No dobra, graficzną część książki już omówiliśmy, teraz czas przejść do samej historii.
Silver. Pierwsza księga snów to powieść, która praktycznie czyta się sama. Serio. Styl Gier jest lekki, przyjemny, zabawny i, co najważniejsze, wciąga. Czytelnik jest pod stuprocentowym urokiem historii opowiadanej w tej książce i po prostu ją łyka. Człowiek nawet się nie zastanawia nad tym, ile razy wcześniej spotkał się z czymś podobnym ani nad tym, jak wiele stereotypów zostaje w tej powieści ukazanych - po prostu przez nią leci.

Książkę najlepiej opisuje słowo czarująca. Bo w sumie ani historia nie jest nie wiadomo jak pasjonująca, a bohaterowie są do bólu stereotypowi. A co jest najlepsze? Człowiek w trakcie lektury tego zwyczajnie nie zauważa. Sama byłam tak zafascynowana tym światem i przygodami głównej bohaterki, że łyknęłam Silver. Pierwszą księgę snów w dwa dni, a gdyby nie fakt, że zaczęłam ją czytać wieczorem, pewnie przeczytałabym ją  w dzień. Dopiero teraz, gdy zasiadłam przed komputerem, żeby napisać recenzję, zadałam sobie sprawę, że w sumie historia nie jest wcale jakaś super-extra. Kojarzy mi się ona głównie z serialami i filmami Disney Channel. A mimo to ta powieść naprawdę skradła moje serce.

Kolejnym zasadniczym plusem Silver. Pierwszej księgi snów jest ta senna rzeczywistość, którą nam zaserwowała pani Gier. I chociaż osobiście wolałabym mimo wszystko podróżować w czasie jak Gwen z jej poprzednich książek, to również z wielką chęcią znalazłabym się na tym tajemniczym korytarzu z mnóstwem różnorakich drzwi, prowadzących do snów innych ludzi. Jest to naprawdę ciekawy pomysł, choć chyba nie do końca oryginalny. Wydaje mi się, że motyw korytarza z wieloma drzwiami jako przejściami do innych światów, już się gdzieś pojawił, ale nie jestem pewna gdzie. Co nie zmienia faktu, że jestem przekonana, że już go gdzieś widziałam...

Kolejnym bardzo ciekawym zamysłem autorki jest blog prowadzony przez nijaką Secrety [nie jestem do końca pewna tego nicku - pisząc recenzję nie mam dostępu do książki], która publikuje na nim wszelkie ploteczki dotyczące życia uczniów. Ten wątek bardzo kojarzy mi się to z serialem Gossip Girl, którego co prawda nie oglądałam nigdy nałogowo, ale kilka odcinków widziałam i po opisach w internecie kojarzę, o czym on jest. Podoba mi się to, że nie wiemy kim ów blogerka (bądź na dobrą sprawę także bloger) jest, a jej tożsamość koniecznie chce odkryć młodsza siostra głównej bohaterki.

W ogóle bardzo podobają mi się rodzinne relacje przedstawione na kartach tejże powieści. Od tego jak się względem siebie zachowują Liv i Mia poprzez więzy łączące je z ich opiekunką oraz matką. Jednak muszę przyznać, że i tak najbardziej polubiłam Mię, która jest właśnie taką małą "detektywką", która zamierza bawić się w Sherlocka Holmesa. Kurcze, sama chciałabym mieć taką siostrę ;)
Na plus tej książki wychodzi też fakt, że Liv nie przeżywa zmiany szkoły jak większość bohaterek literackich. W końcu nieraz już przez to przechodziła i wie czym to pachnie. Jestem naprawdę wdzięczna autorce, że główna bohaterka nie zaczęła dramatyzować i rozwodzić się nad tym jak jej ciężko etc.

Bohaterowie są wyszczekani i intrygujący, ale też jak już pisałam bardzo płascy. Są to typowi nastolatkowie z jakiegoś amerykańskiego filmu. Ogólnie cała ta książka kojarzy mi się z amerykańskimi filmami, których akcja bazuje na młodzieży z ichniejszych odpowiedników naszych liceów. (Tak swoją drogą, za żadne skarby świata nie chciałabym do takiej szkoły chodzić 0.0). Z tym, że nie uznałabym tego za minus. Po prostu ten typ tak ma i tak jest dobrze.

Wątek romantyczny z Silver wcale mnie nie irytował, a przynajmniej nie tak mocno jak w teorii powinien. Był on bardzo wyrazisty i bardzo, ale to bardzo, słodki. Osobiście jednak uważam, że był on tutaj niepotrzebny. Naprawdę, wolałabym, żeby relacje Liv z "cudowną czwórką" ograniczyła się do przyjaźni. Byłoby to chyba bardziej realistyczne, a już na pewno oryginalniejsze.

Muszę się Wam jednak przyznać, że średnio podobał mi się wątek demoniczny z tejże powieści. Nie chcę się za bardzo nad nim rozdrabniać, żeby przypadkiem nie zdradzić Wam za dużo, ale moim zdaniem nie jest on do końca odpowiedni dla młodszych nastolatków. Po prostu troszkę obawiam się tego, że ktoś pod wpływem tej książki wpadnie na genialny sposób i zachce mu się wchodzić w świat mistyczny. Jestem zdania (i możecie się ze mnie śmiać), że nie ważne, czy w demony się wierzy, czy nie, lepiej się w tego typu rzeczy nie bawić.

„Jak mawiał Sherlock Holmes? Kiedy wykluczysz to, co niemożliwe, wówczas to, co zostanie, musi być prawdą, jakkolwiek nieprawdopodobnie brzmi. Tylko co zostawało, gdy nie dało się wykluczyć niemożliwego?”

Silver. Pierwsza księga snów to naprawdę świetna młodzieżówka i porządne, ciekawe rozpoczęcie serii. Jest to jeden z tych nielicznych wypadków, gdy powieść ma równie piękną okładką, co wnętrze. Barwniejszej i bardziej urzekającej książki dla nastolatków ze świecą szukać. Zakończenie jest bardzo niepokojące, ale też intrygujące i sprawia, że już nie mogę się doczekać premiery drugiego tomu. 
|| OCENA: 7.5 / 10 | TŁUMACZENIE: AGNIESZKA HOFFMAN | TYTUŁ ORYGINAŁU: SILVER. DAS ERSTE BUCH DER TRAUME | DATA WYDANIA: 2 CZERWCA 2016 | LICZBA STRON: 416 | WYDAWNICTWO MEDIA RODZINA | CYKL: SILVER - KSIĘGI SNÓW (TOM 1) ||

KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

17 komentarzy:

  1. Hmm... Nie czytałam Trylogii Czasu, a opis książki na początku skojarzył mi się trochę z "Król kruków", choć sama nie wiem dlaczego. Raczej nie będę czytała tej książki. Chyba dawno już przejadły mi się młodzieżówki, ale kto wie? Może kiedyś, może gdzieś!
    Pozdrawiam
    Zbiór literackich pomysłów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Może kiedyś, jako czasumilacz ;)

      Usuń
  2. Pamiętam, że kiedyś zachwycałam się "Trylogią czasu", ale z upływem czasu moja opinia nieco się zmieniła. Nie wiem - początkowo absolutnie nie planowałam sięgać po Silver, ale mam teraz coraz więcej watpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, nie będziesz żałować ;)

      Usuń
  3. Już zaufałam autorce- bowiem zauroczyła mnie Trylogią czasu. Mam nadzieję, że będę mieć okazję przeczytać tę pozycję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj, na pewno Ci się spodoba :)

      Usuń
  4. Okładkę skądś kojarzę, ale nic więcej. Książka mnie zaciekawiła opisem, ale nie wiem kiedy po nią sięgnę. Ale oczywiście zapisuję ją na listę zachcianek czytelniczych. ;)
    Pozdrawiam. ;**

    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że znajdziesz na nią chwilkę ;)

      Usuń
  5. Czytałam wiele pozytywnych recenzji na temat tej powieści i myślę, że w niedalekiej przyszłości się z nią zapoznam.
    Pozdrawiam serdecznie!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. "Trylogię czasu" uwielbiam całym sercem, dlatego po "Silver" z wielką chęcią sięgnę. Szczególnie zachęcająca jest okładka. Zaintrygowałaś mnie tym jak wygląda wnętrze tej książki. Koniecznie muszę to sprawdzić.

    Pozdrawiam!
    http://czytelniczaeminencja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że "Silver" spodoba Ci się równie mocno, co "Trylogia czasu" ;)

      Usuń
  7. Ostatnio mam trochę dość młodzieżówek, bo w większości są bardzo podobne i zbudowane na tych samych schematach. Może kiedyś spróbuję, ale póki co jakoś bardzo mnie do tej książki nie ciągnie ;)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni rozumiem - w pewnym momencie wszelkie młodzieżówkowe schematy po mału zaczynają człowiekowi bokiem wychodzić :/

      Usuń
  8. Mógłbym po tę książkę sięgnąć chociażby ze względu na samą okładkę, która jest po prostu obłędna. Do tego zachęcający wydaje się ten lekki język, jakim została napisana. Właśnie takiej powieści mi teraz potrzeba! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i uwielbiam. Kilka minut temu skończyłam drugą księgę snów, a teraz z racji kaca książkowego przeglądam internety w poszukiwaniu czegoś więcej. Co do tego co napisałaś na początku, mam 12 lat i książkę przeczytałam, ale wydaje mi się, że to zależy od czytelnika. Ja nie miałam z nią problemu, ale poleciłem przyjaciółce (w tym samym wieku) i twierdzi, że to zdecydowanie nie nasz przedział wiekowy. Więc jednak wiele zależy od czytelnika i tego jak do tego podejdzie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.