062. „Behawiorysta” Remigiusz Mróz

13:23

Tak, znowu Remigiusz Mróz. Przepraszam serdecznie wszystkich, którym ten autor już wychodzi z lodówki, ale co ja poradzę, że on jest taką trochę maszynką do pisania. Naprawdę nie ogarniam, jak można wydawać po siedem powieści rocznie (mam na wmyśli rok 2016). A co jest w tym najlepsze? Ano to, że w zasadzie każda z tych książek zbiera ultrapozytywne recenzje. Słabszych pozycji prawie nie ma. Co za tym idzie Remigiusz Mróz przyzwyczaił nas do wyśmienitych pod wszelkimi względami powieści, nazwijmy to zbiorczo, sensacyjnych. Takich z akcją pędzącą na łeb na szyję, wyrazistymi bohaterami, mnóstwem twistów fabularnych oraz zaskakującymi zakończeniami, które pozostawiały czytelników w stanie głębokiego szoku. Osobiście po prostu uwielbiam tego autora. Wszelkie jego nowości biorę w ciemno i właściwie jeszcze nigdy się na nim nie przejechałam.
No, niestety, do teraz.




„ Do sądu przychodzi się po wyrok, a nie po sprawiedliwość. ”


Gerard Edling to skompromitowany eks-prokurator, który powszechnie uważany jest za specjalistę od mowy ciała. Nic więc dziwnego, że gdy zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc, że zabije wychowawców i dzieci, i nie stawiając przy tym żadnych żądań, policja w akcie desperacji prosi o pomoc właśnie głównego bohatera. Mało tego, szybko okazuje się, że psychopata zaczyna transmitować w internecie sytuację  przedszkolu, a domena koncert-krwi.pl raczej nie wróży nic dobrego...
Szybko jednak wychodzi na jaw, że porwanie przedszkolaków to jedynie wierzchołek góry lodowej. 




„ Nie wiesz, że ludzie nie posiadają sekretów? To one posiadają ich. ”


„Behawiorysta” to jak na razie chyba najgorsza książka tego autora jaką czytałam. Co wcale nie znaczy, że jest on pozycją słabą. Nie, jest to całkiem niezły thriller z ciekawymi wstawkami. W tym rzecz jednak, że oczekiwałam czegoś troszkę więcej po tym autorze. Na przykład tego, że po raz kolejny będę przewracać karty powieści w szaleńczym tempie tylko po to, by wiedzieć co się stanie później. Albo że czeka mnie kolejny atak serca. A już na pewno byłam pewna, że po raz kolejny będę miała do czynienia z istnym rollercoasterem. Niestety, tym razem tego nie dostałam.

Moim największym problemem związanym z tą książką jest główny bohater, Gerard Edling. Zacznijmy od tego, że w ogóle nie rozumiem logiki kierującej osobami, które dopuściły go do śledztwa. Rozumiem, że specjalista od mowy ludzkiego ciała jest ogólnie przydatny w sytuacjach kryzysowych albo przy przesłuchaniach, ale czasami miałam wrażenie, że dobry psycholog poradziłby sobie z tym równie dobrze jak główny bohater. Do tego ciągle odnosiłam wrażenie, że Edling jest kiepską podróbą Sherlocka. Widzicie, w książce Mroza umiejętność odczytywania mowy ciała jest czymś takim jak dedukcja u Doyle'a (albo raczej u Moffata). Sprawdza się we wszystkich przypadkach, a najlepiej wtedy, gdy trzeba komuś zaimponować. Nie zawsze, ale w kilku momentach miałam po prostu przed oczyma sceny z serialu BBC, gdy przed Benedictem Cumberbuchem wyświetlają się informacje, a on je sobie przegląda. Czekałam tylko na moment, gdy Gerard po kilku gestach stwierdzi, że ktoś jest żonaty, tak ta cała historia była absurdalna.
Do tego Edling to jest postać na wskroś anty-charyzmatyczna. On nawet nie budzi sympatii. On po prostu jest z tym swoim dobrym wychowaniem i jasnym garniturem. Do tego w pewnym momencie zaczyna zachowywać się alogicznie. No ale, hej!, w końcu trzeba jakoś ruszyć historię do przodu, nie? To znaczy niby mamy wyjaśnione jego motywacje... Ale ustalmy coś - to są kiepskie, nietrzymające się kupy motywacje. Do tego po tak wspaniałych i wyrazistych postaciach jak Chyłka czy Forst nasz były prokurator prezentuje się łagodnie mówiąc mało ciekawie.
Uff... Dobra, wyżyłam się, mogę iść dalej.

Sama historia jest całkiem w porządku. Angażuje czytelnika, nawet go ciekawi... Z tym, że niestety, tym razem wszelkie zwroty akcji nie do końca się Remigiuszowi Mrozowi udały. Nie myślałam, że kiedyś to napiszę o książce tego pana, ale fabuła jest do bólu przewidywalna. Zwłaszcza jak się przeczyta opis z tyłu. W zasadzie tylko jeden plot twist był dla mnie dość zaskakujący, a i tak byłam raczej daleka od rozemocjonowania się nad tym zagadnieniem. Przyjęłam to z równie stoickim spokojem jak prognozę pogody na kolejny dzień.

Do tego bardzo denerwował mnie taki naprawdę tani chwyt związany z przykuciem uwagi czytelnika. A mianowicie tak zwana „sprawa z dziewczyną”, która przewijała się przez całą powieść jako powód zwolnienia Edlinga z prokuratury. I oczywiście do ostatnich rozdziałów nikt nie raczy nas poinformować o co z tym chodzi. Właściwie, nie boli mnie nawet sam fakt, że ten trik się pojawił. Uwiera mnie fakt, że był on eksponowany na chama. Tak, żeby zaznaczyć, że wszyscy wokół wiedzą o co chodzi, i by jednocześnie nie poinformować o niczym czytelnika. Co rzecz jasna prowadziło do naprawdę sztucznych dialogów, ale to swoją drogą.
Jednak najlepsze jest to, że ta cała wielka tajemnica... No powiem tak, można się jej od razu domyślić. I sama miałam podejrzenia, że to o to właśnie będzie chodzić, ale z drugiej strony myślałam, że to zbyt oczywiste, jak na tego autora. A tu taka niespodzianka!

W zasadzie jedynymi rzeczami, które mogę zaliczyć na plus tej książki, są sama postać mordercy oraz wstawki psychologiczne.
Jeśli chodzi o Kompozytora, to trzeba przyznać, że jego kreacja jest świetna. Co tu się dużo rozwodzić. Mróz ma talent do tworzenia świetnych psychopatów (jakby to głupio nie brzmiało...). Z jednej strony jest to bohater na jakiś chory sposób intrygujący, a z drugiej budzi on niesmak i pogardę. Podobało mi się jak po mału opadała jego maska. Przestawał być w naszych oczach jakimś stworem-potworem, którego nic nie rusza, a stawał się "zwykłym" psychopatą, który jednak ma słabości, dzięki którym można go pokonać.
Natomiast wstawki psychologiczne były po prostu taką sobie ciekawostką. Coś w stylu napomknięć prawniczych w Chyłce albo tematyki górskiej w Forście. A to opowiemy trochę o dylemacie wagonika, potem troszkę o syndromie sztokholmskim... Wiecie, takie ciekawostki, które osoby zainteresowane tematem najprawdopodobniej znają jak własną kieszeń, ale dla niewtajemniczonych będą na pewno świetne.


„ W oczach kłamcy prawda i kłamstwo wyglądają jednakowo ”


„Behawiorysta” to niestety raczej przeciętny thriller, który wypada raczej średnio na tle innych dzieł autora. Niemniej należy wspomnieć o tym, że przejechałam się głównie na własnych oczekiwaniach względem tej pozycji. Myślę, że naprawdę wielu osobom może ona przypaść do gustu i zapewnić świetną rozrywkę. Niestety, dla mnie jest to wielkie rozczarowanie, mimo że widzę potencjał w całej tej historii. 


W   P I G U Ł C E
AUTOR: Remigiusz Mróz
TYTUŁ ORYGINAŁU: -
TŁUMACZENIE: -
DATA WYDANIA: 26 października 2016
LICZBA STRON: 488
WYDAWNICTWO Filia
CYKL: ?
OCENA: ★★★★★★☆☆☆☆  6 / 10

You Might Also Like

11 komentarze

  1. No to mnie dobiłaś xD Nie czytałam jeszcze żadnej powiesci Mroza, a w domu mam jedynie tę ksiązkę xD Niedobrze, bo w ten sposób istnieje spore prawdopodobieństwo, że się zrażę do dzieł tego Pana ;/ Ale no nic, pożyjemy, zobaczymy, może mnie zadowoli :D
    Pozdrawiam!
    Kasia z Kasi recenzje książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się zrażać, najlepiej samemu sprawdzić! ;)

      Usuń
  2. O najgorsza? To mnie zaskoczyłaś, bo ja z kolei ciągle słyszę, że jest to najlepsze książka tego autora. o.O
    W każdym bądź razie ja jestem właśnie w trakcie jej czytania. Jakoś w połowie i nawet mi się podoba. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że się zawiodłaś. Ja jedynie czytałam Kasację autora, ale ksiązka mi się tak spodobała, że z chęcią sięgnę jeszcze po jego książki. Po tą pewnie również, mimo tego rozczarowania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A to mnie zaskoczyłaś. :) Do tej pory słyszałam same pozytywy o tej książce i mocno się na nią nastawiłam. Na razie nie wpadła mi w ręce i raczej nie planuję, żeby wpadła (co za dużo Mroza, to niezdrowo xD). Niemniej zaintrygowało mnie to, o czym wspominasz, bo raczej nie posądzałabym tego autora o przewidywalność czy nieudaną kreację bohatera. :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za opinię – a przede wszystkim za ten fragment o tworzeniu psychopatów. :D I mam nadzieję, że kolejne książki bardziej przypadną do gustu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki jeszcze nie czytałam, na razie zbieram się do Chyłki i na razie nie wiem, czy po nią sięgnę- szczególnie, że to już druga opinia, która ukazuje również i wady tej książki i obie mnie przekonują do odłożenia lektury. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie gorsza była "Kasacja", ale "Behawiorysta" też mnie nie zachwycił. Akcja była dla mnie zbyt powtarzalna i momentami się dłużyła. Głupie zachowanie Edlinga doprowadzało mnie do szału - facet miał zbyt wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, co nie skończyło się dla niego dobrze. Trudno było go polubić, ale był dobrze skonstruowany. Natomiast postać Kompozytora nie do końca do mnie przemówiła :/
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama nie czytałam jeszcze Mroza, ale testuje jego dzieła na moim mężu ;) Właśnie kończy Behawioryste i ma dość mieszane uczucia. Do połowy był książką zachwycony, później jednak stwierdził, że historia została przekombinowana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Faktycznie, Remigiusz Mróz wydaje książki w niesamowicie szybkim tempie, ale wcale nie mam nic przeciwko, bo również bardzo lubię tego autora. Niestety, "Behawiorysty" jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Szkoda, że fabuła okazała się być tak przewidywalna, a główny bohater przypomina raczej marną podróbkę Sherlocka. Mimo wszystko, będę chciała przeczytać tę książkę, aby sprawdzić jakie wrażenie wywrze na mnie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy jestem jedyną osobą, która jeszcze nie czytała KOMPLETNIE NIC tego autora? Nie wiem jakoś nie mogę się z nim spotkać. A jak już chcę spróbować to wtedy nie wiem co czytać. Tyle tych książek już ma jak sama napisałaś, że po prostu dwoi się i troi w oczach. Ech... Może w marcu spróbuję. ;)
    Buziaki. ;**

    OdpowiedzUsuń