019. Kamienie na szaniec - Aleksander Kamiński

Myślę, że każdy z nas, książkoholików, ma jakąś książkę, która szczególnie zagnieździła się w jego sercu. Powieść, która coś w nim zmieniła, sprawiła, że zaczął inaczej patrzeć na różne sprawy.
Dla mnie taką książką są Kamienie na szaniec.
Wiem - lektura szkolna. Ble, fuj i tak dalej... Jednak to nie jest nudnawa, starodawna powieść, w której ledwo wiadomo o co chodzi, a znaczenia co drugiego słowa trzeba szukać u "wujka" Google. A skusiłabym się nawet o stwierdzenie, że mimo upływu lat, Kamienie na szaniec są nadal równie ważne jak wtedy kiedy Kamiński je pisał, a może nawet ważniejsze.
Bo to nie jest zwykła książka. To przechowalnia najważniejszych dla nas, Polaków, wartości, lekcja patriotyzmu oraz służby do samego końca. Poza tym stanowi ona łącznik między nami, a pokoleniem, które musiało za naszą Ojczyznę walczyć. Pójdę dalej - śmiem twierdzić, że jest ona dla nas czymś takim jak dla naszych pradziadków był Pan Tadeusz, albo Krzyżacy.
I na pewno nie każdy podziela moją opinię, jednak mam ogromną potrzebę opowiedzenia Wam czegoś o tej książce. Ostrzegam lojalnie, że notka może być dość chaotyczna i będzie zawierać sporo moich "rozkmin" luźno bazujących na tejże powieść ;)

A więc:
Posłuchajcie opowiadania o Alku, Rudym, Zośce i kilku innych cudownych ludziach, o niezapomnianych czasach 1939-1943 roku, o czasach bohaterstwa i grozy.
Posłuchajcie opowiadania o ludziach, którzy w tych niesamowitych latach potrafili żyć pełnią życia, których czyny i rozmach wycisnęły piętno na stolicy oraz rozeszły się echem po kraju, którzy w życie wcielić potrafili dwa wspaniałe ideały: BRATERSTWO I SŁUŻBĘ.
Akcja Kamieni na szaniec toczy się w latach 1939-1943 i opowiada o młodych ludziach, którzy działali w podziemiu niepodległościowym na terenie naszego kraju. I mimo, że przetacza się przez nią ogromna ilość bohaterów to najważniejszymi postaciami są panowie przedstawieni na powyższych zdjęciach: Aleksy Dawidowski ps. "Alek", Jan Bytnar ps. "Rudy" oraz Tadeusz Zawadzki ps. "Zośka". Mamy okazję śledzić ich historię od Małego Sabotażu przez dywersję, aż do śmierci każdego z trójki przyjaciół.

Z nami to jak z lasem, Hania. To i tamto drzewo pada pod siekierą, a tymczasem cały las rośnie i pnie się do góry...

Podczas lektury Kamieni na szaniec miałam tyle pomysłów na to co chcę Wam powiedzieć o tej książce, czym się z Wami podzielić i, co najważniejsze, jak zachęcić Was do sięgnięcia po nią... A teraz, kiedy usiadłam do laptopa i wreszcie mam chwilkę na to by coś napisać, nie wiem od czego zacząć. Serce mnie boli, gdy wracam myślami do tej książki. Tyle "luźnych" myśli wiruje mi w głowie, a ja nie wiem co jest najważniejsze.
Jedno jednak wiem na pewno - TO jest książka, która na zawsze zostanie w moim sercu. Wszystkie inne nie mają z nią szans. Bo jest zwyczajnie niesamowita, tak jak niesamowici byli ci młodzi ludzie. To ona nauczyła mnie szacunku do Ojczyzny oraz tego ile ona tak naprawdę znaczy. To dzięki niej zdałam sobie sprawę, że Polska to nie tylko rys na mapie, a coś dużo większego i bardziej podniosłego.

Pamiętam jak przed omawianiem Kamieni na szaniec jako lektury, moja polonistka stwierdziła, że spokojnie przeczytamy je w jeden wieczór - przecież, bez opracowania, liczą sobie one mniej niż dwieście stron. Bułka z masłem!... No nie do końca. Nie wiem, może, jeżeli ktoś podszedł do tej książki na zasadzie byle mieć za sobą, udało mu się ją skończyć w jedno popołudnie. Albo możliwe, że to po prostu coś ze mną jest nie tak. Fakt pozostaje faktem - mnie lektura zajęła trochę mniej niż tydzień.
Po prostu ciągle miałam przed oczami zdjęcia zrujnowanej Warszawy z '39 roku, kotwiczek malowanych na murach i sceny z filmów o okupowanej stolicy... Co kilka stron musiałam robić przerwy, żeby się nad czymś zastanowić, czy aby trochę ochłonąć, iść na spacer... Przeżywałam to co się działo całą sobą i nie mogłam się pogodzić z tym, że takie okropieństwa się działy. I to wcale nie aż tak dawno...

Kamiński uświadomił mi też coś co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia - jedni z największych polskich bohaterów byli ludźmi takimi samymi jak my. I byli nam dużo bliżsi niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Mieli swoje wady, zainteresowania, sympatie... To jest jednocześnie pasjonujące i bardzo przejmujące. Bo przecież, gdybyśmy urodzili się zaledwie niecałe sto lat wcześniej moglibyśmy stanąć przed takimi samymi wyborami jak oni. Możliwe, że kiedyś staniemy. Ale czy będziemy w stanie zachować się tak jak trzeba?

Aleksander Kamiński ma dobry styl pisania - jest bardzo dynamiczny, wciągający, a przy tym łatwy i przyjemny. Bohaterowie są tak wspaniale nakreśleni, że mam wrażenie jakbym ich znała. Czyli jednym słowem jest to cudowna literatura faktu, która w pełni oddaje klimat tamtych lat. Do tego książka została zaopatrzona w zdjęcia, dokumenty i wszelkiej maści przypisy dzięki którym nie dostajemy oczopląsu przy mnogości organizacji i postaci, a osoby, które historią średnio się interesują mogą dowiedzieć się takich ważniejszych faktów, niezbędnych do zrozumienia powieści.

I chyba właśnie te nieszczęsne przypisy dot. bohaterów były dla mnie najgorsze. Dlaczego? Połowa z nich kończyła się albo zginął w Oświęcimiu, albo poległ w Powstaniu. A jednocześnie czytając tylko te krótkie notatki zastanawiałam się jak wiele jest niezwykłych życiorysów, które "zginęły w tłumie". Ilu wtedy żyło ludzi niezwykłych, odważnych i w pewien sposób inspirujących (oczywiście nie w sensie "po broń i na Niemca!" ale jako wzory postaw)?

Przede wszystkim, moim zdaniem Kamienie na szaniec to książka jak najbardziej aktualna. Zwłaszcza, że jest to historia nie tylko o wojnie, ale też przede wszystkim o kształtowaniu się tych wspaniałych charakterów i o ciągłej pracy nad sobą. Bohaterowie się zmieniają, a wojenna zawierucha oczywiście wpływa na nich pewne piętno, ale czy zmieniła ich na gorsze? Moim zdaniem nie. Chyba, że dla kogoś silna odpowiedzialność, zdolności przywódcze i odwaga są cechami negatywnymi.
Było też coś co napawa mnie jeszcze większym dla nich podziwem niż ich wyczyny. A jest to fakt, że przez te karty czuć ich wolę życia, radość, wewnętrzną siłę, która ich nie opuszcza, mimo całej tej beznadziei która ich otacza - ciągłego niebezpieczeństwa, walki, łapanek, terroru na ulicach naszej biednej stolicy...

Pewnego razu, zapędzając się w dziwne rejony Internetu, natrafiłam na wypowiedź pod jakimś artykułem dot. chyba rotmistrza Pileckiego (ale głowy sobie nie dam uciąć), w której autor twierdził, że bohaterowie wojenni nie powinni być wzorem dla ludzi żyjących w czasach pokoju. Szanuję tę opinię, ale się z nią nie zgadzam. Wystarczy spojrzeć na Alka, Zośkę i Rudego. Oni całym swoim życiem świadczą, że polskie ideały nadają się w sam raz i na czasy pokoju i na wojnę. Byli gotowi zarówno na służbę w dywersji, jak i na pracę w niepodległej Polsce. Tutaj pokuszę się o pewien cytat.

- Pan chyba po wojnie zostanie na stałe w wojsku.
- Niezupełnie.
- Jak to? Przecież pana tak wojsko "wzięło". Jest pan żołnierzem do szpiku kości.
- Mała poprawka - odrzekł, uśmiechając się, Zośka - "wzięła" mnie i oczarowała przede wszystkim walka. Jestem takim, jak pani powiedziała, "do szpiku kości" żołnierzem, że nie mógłbym po wojnie żyć bez walki. Dlatego prawdopodobnie nie zostanę w wojsku. Będę dalej w walce. [..] Bo w tamtych przyszłych czasach powstaną nowe fronty: społeczny, gospodarczy, kulturalny, polityczny. Ja właśnie szykuję się już teraz na jeden z tych przyszłych frontów.

I to o czym mówi Zośka to są właśnie NASZE fronty, na których służbę powinniśmy pełnić najlepiej jak potrafimy, do samego końca. W końcu my mamy szansę. Tadeusz Zawadzki i wielu innych jej nie miało.

Życie jest tylko wtedy coś warte i tylko wtedy daje radość, jeśli jest służbą. Formy służby mogą być zmienne i ciągle dostosowywane do potrzeb życia.

Jednak przede wszystkim Kamienie na szaniec sprawiły, że zadałam sobie zasadnicze pytanie: czy przypadkiem nie jest tak, że mimo czasów względnego pokoju w jakich się zadomowiliśmy i całej gamy możliwości jakie mamy przed sobą, my żyjemy mniej niż oni?... Czy nie boimy się iść z podniesioną głową i mówić o tym w co wierzymy?... Czy nie brakuje nam odwagi i woli zrobienia czegoś niezwykłego?... A może zwyczajnie już nie chcemy ani wiary ani wielkości?... A może wystarcza nam tylko porządek na własnym podwórku i comiesięczna pensja?...


Patriotyzm nie polega na przekrzykiwaniu się kto Polskę bardziej kocha. Rzecz w tym , aby po cichu, z zaciętymi zębami, nieco pochylonym karkiem, ale z podniesioną głową żyć w niej i nie uciekać. [nie mogę umiejscowić tego cytatu, ale tak, czy siak, pasuje tutaj jak ulał, więc niech będzie (tak, ten wyjątkowo wzięty z LC)]

Czytałam ostatnio wywiad, z aktorami, grającymi bohaterów z Kamieni na szaniec w filmie o tym samym tytule (z 2014 roku). Zostali oni zapytani czy dzisiejsza młodzież potrafiłaby się zachować jak Rudy i Zośka. I muszę się zgodzić z opinią Kamila Szeptyckiego. Każdy z nas może być Alkiem, Zośką czy Rudym. To tylko kwestia tego czy nam się chce pracować nad sobą. Ale obecnie, niestety, brakuje nam pewnego typu ludzi - naturalnych autorytetów, którzy mogliby nas poprowadzić.


Umiejętność znoszenia niepowodzeń jest wielką i ważną umiejętnością. Oczywiście jeśli towarzyszy jej zdolność i chęć do wyciągnięcia nauki z porażek.

Niestety, nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią Kamieni na szaniec. Zwłaszcza, że według mnie to nie jest książka do lubienia, a do przeżywania i zastanawiania się nad własnymi poczynaniami. I powiem szczerze - mało znam ludzi, którzy przeczytaliby tą książkę na spokojnie, bez gonienia na dany termin, i ona nie wzbudziłaby w nich żadnych emocji. 
Dlatego mój drogi/moja droga. Jeżeli jeszcze nie przeczytałeś/łaś tej książki to proszę zrób to! Jeżeli czytałeś/łaś to na tzw. deadline to przeczytaj jeszcze raz i zastanów się nad nią. Proszę :)
Uwierzcie mi, że jest to lektura, która zapiera dech w piersiach i sprawia, że do oczu napływają łzy.
I jest coś jeszcze. Alek, Zośka, Rudy, Anoda, Morro... Oni wszyscy nadal żyją. Żyją w każdym wrażliwym człowieku, który chce jak najlepiej dla innych i swojego kraju.

PS. Polecam przeczytać listy znajdujące się w opracowaniu Barbary Wachowicz. Pisane przez ludzi w naszym wieku wcale nie tak dawno temu, a dają sporo do myślenia ;)

|| OCENA: 10/10 | LICZB STRON: 272 (TO KONKRETNE WYDANIE Z 2014) | WYDAWNICTWO NASZA KSIĘGARNIA ||

KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

LEKCJI JĘZ. POLSKIEGO ;)

WYZWANIA KLUCZNIK 2016 ORGANIZOWANEGO PRZEZ RECENZJE AMI
KLUCZNIK 1: KSIĄŻKA, KTÓREJ TYTUŁ ZACZYNA SIĘ NA TĘ SAMĄ LITERĘ, CO TWOJE IMIĘ

10 komentarzy:

  1. Pamiętam, że Kamienie na szaniec bardzo mnie ujęły i długo do nich wracałam myślami.
    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę umniejszać nikomu, aczkolwiek książka według mnie trafia idealnie w ,,kult Patrioty Polskiego". Mówi tylko o aspektach ,,męstwa", a nie wspomina o tym, że w ramach ratowania jednego człowieka zostało zabitych 140 kompletnie obcych ludzi (Niemcy w ramach represji 27 marca 1943 roku rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 więźniów.). I tutaj rodzi się pytanie? Czy ludzie, dla których jeden człowiek jest wart więcej, niż ponad stu innych rzeczywiście zasługują na miano bohaterów? Mam rozumieć, że jeden przyjaciel był cenniejszy, niż córki i synowie innych ludzi? Wojna to nie zabawa, nie dotyczy nas samych, nie dotyczy tylko tych młodych ludzi, a całego społeczeństwa, które z racji jednego tylko chłopca cierpiało znacznie bardziej. Woja nie należy do zbyt natarczywych chłopców z bronią, a właśnie tacy zdają się być ludzie, dla których 1>140. To tylko moje zdanie i rozumiem szacunek. Chciałbym po prostu pokazać, że nie wszystko jest jasne, jak na kartach książki. Dziękuję za uwagę, huh c;
    Cześć i chwała Bohaterom ~ jakkolwiek by już nie patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aktualnie mam tę książkę jako lekturę. Fakt, książka która przedstawia głównych bohaterów w tym dobrym świetle, są honorowi, poświęcają się dla siebie etc, ale jedno mnie zastanowiło: gdzie są ich wady? Wszyscy tylko mówią o tym, jakimi są oni bohaterami i jaką rolę odegrali w tym wszystkim, ale przez brak skaz, ta książka wydaje się wyidealizowana. Zgodzę się z kolegą wyżej, że nie wszystko jest tu jasne, jak na kartach...

    OdpowiedzUsuń
  4. W związku z tym, że książkę czytałam jako lekturę szkolną chyba powinnam sobie nieco odświeżyć widzę na jej temat. Bez zbędnego pośpiechu oraz klucza odpowiedzi znanego nam z języka polskiego. Bo narzucane nam lektury szkolne często nie spełniają swojej roli (o taki jest ich cel) gdy czytamy je w danym momencie, bo teraz nastała pora na tę epokę. Często nie jesteśmy przygotowani, wystarczająco dojrzali na niektóre książki, a jedynym celem jest zdanie kartkówki z lektury oraz wnikliwa analiza co autor miał na myśli.
    Pozdrawiam serdecznie- strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam ją jako lekturę jeszcze w gimnazjum. Z tego co pamiętam, to język pana Kamińskiego niekiedy mnie męczył, ale ogólna historia jest genialna (o ile można ją tak nazwać) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest to jedna z bardziej poruszających lektur, jakie czytałam jeszcze w czasach szkolnych. Myślę, że to nie jest tak, że ktoś tej książki nie lubi, ale może ona nie być zgodna z jego wyobrażeniami o tamtych czasach. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam tą książkę! Była jedną z moich ulubionych lektur szkolnych. W najbliższym czasie mam zamiar sięgnąć po nią ponownie :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    swiat-pelen-liter.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. To jedna z moich ulubionych szkolnych lektur. Bardzo mocna w przekazie a jednocześnie jakby trochę swobodna. Idealna do tego, żeby wprowadzić czytelnika w prawdziwy świat.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Kamienie na szaniec" to jedna z najlepszych lektur szkolnych, jakie czytałam do tej pory. Bardzo mocno przeżyłam opisane w niej wydarzenia i myślę, że kiedyś jeszcze do niej wrócę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. W "Kamieniach na szaniec" autor nie wspomina, ze w ramach akcji odwetowej za młodzieńczy zryw pod Arsenalem stracono ponad setkę więźniów. Wiem, ze ten komentarz nie odnosi się do samej literatury, ale to jednak literatura to cześć kultury. Kultura natomiast ma wpływ na społeczeństwo, w tym młodzież, która kieruje się emocjami, a nie rzeczowymi argumentami. Książkę czyta się super, ale czy historia, która opowiada jest przedstawiona rzetelnie...?

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.