008. "Zaginięcie" Remigiusz Mróz



Miałam ambitny plan, żeby dawkować sobie książki autorstwa Remigiusza Mroza, żeby potem nie cierpieć przez ileś miesięcy czekając na kolejny tom. No i niestety cały plan szlag trafił po wycieczce do empika skąd wróciłam z Zaginięciem. No cóż, może to i dobrze. Minęło już parę tygodni od przeczytania przeze mnie Kasacji, a Chyłka i Zordon przez cały czas harcowali mi po głowie. Musiałam dać upust mojej ciekawości!
I co mogę powiedzieć. Remigiusz Mróz znowu wgniótł mnie w fotel.




- Myślałem, że zażyjemy trochę snu - odburknął. - Prowadziłem pół nocy.
- Sen? Co to takiego?
- Chyłka...
- Masz na myśli ten moment, kiedy mrugam?


Jeżeli o drugiej w nocy dzwoni do Ciebie zrozpaczona znajoma z liceum, której nie widziałaś od wieków, dobrze wiesz, że wpakowałaś się w bagno. Jeżeli jednak nie dość, że doświadczasz takiej sytuacji to jeszcze z zawodu jesteś prawnikiem, to już wiesz, że najprawdopodobniej w tym bagnie utoniesz.

Nasz ukochany duet prawniczy tym razem podejmuje się obrony małżeństwa Szlezyngerów, oskarżonych o zabójstwo swojego własnego dziecka - trzyletniej Nikoli. Jednak czy istnieje inna możliwość niż morderstwo, skoro ich córeczka zniknęła bez śladu z domku letniskowego na kompletnym odludziu, wszystkie drzwi i okna były zamknięte na cztery spusty, a alarm włączony przez całą noc? Proces ma charakter poszlakowy, a mimo to wszystko wskazuje na winę rodziców. 

Kordian uznał, że do tej pory byli wyjątkowo naiwni. Przyjechali z wielkiej kancelarii w wielkim mieście, sądząc, że ot tak odnajdą się w sprawach małej miejscowości. Tymczasem mogło mogło drzemać w niej tyle demonów, że najlepsze obycie na salach sądowych okazywało się niewystarczające.



Bałam się, że Zaginięcie okaże się gorsze niż Kasacja. Myślę, że każdy książkoholik już przez coś takiego przeszedł. Tyle czekamy na drugi tom naszej ukochanej serii, a okazuje się, że jest on dużo gorszy niż pierwszy. Na szczęście nie tym razem! Zaginięcie w niczym nie ustępuje Kasacji, a może nawet momentami ją prześciga.

Książka ta bowiem nie dość, że jest charakterystycznym tworem Mroza z fabułą pędząca na łeb na szyję, niespodziewanymi zwrotami akcji oraz odpowiednią dawką humoru, to jeszcze zostaje w niej podwyższony poziom chemii między głównymi bohaterami. Bo zbliżamy się do momentu kiedy bomba o wdzięcznej nazwie Chyłka&Zordon w końcu wybuchnie i najprawdopodobniej rozniesie wszystkich fanów Mroza na strzępy.

Zaginięcie naprawdę wciąga czytelnika w swój świat. Po prostu czuje się przymus by przewrócić kolejną kartkę, by wiedzieć co będzie dalej. I dobrze radzę: nie zaczynajcie lektury tej książki wieczorem, bo będziecie mieli gwarantowaną nieprzespaną noc. (Naprawdę! Uczcie się na moich błędach!). Jeszcze nie spotkałam się z żadną książką autorstwa pana Mroza, którą byłabym w stanie odłożyć na chwilę dłuższą niż przerwa na zrobienie herbaty.

I oczywiście zakończenie. Po prostu nie jestem w stanie uwierzyć w to, jak Mróz umie totalnie złamać mi książkową psychikę na przestrzeni zaledwie 10 ostatnich stron swoich powieści. Kasacja, Espozycja, Parabellum. Prędkość ucieczki a teraz jeszcze Zaginięcie. Przysięgam, najchętniej ''zadusiłabym'' autora za te jego zakończenia. Jedyne co mnie jeszcze przed tym powstrzymuje to fakt, że jeśli to zrobię pan Mróz niczego więcej nie napisze, a bez jego książek po prostu się żyć nie da. Niestety, twórczość autora jest jeszcze bardziej uzależniająca niż biały gandalf.

Czas przejść do bohaterów. Oczywiście wyraziste postacie to znak rozpoznawczy Remigiusza Mroza. A, jeśli to w ogóle to jeszcze możliwe, Chyłka w Zaginięciu jest jeszcze bardziej chyłkowata niż w Kasacji. Więcej niewybrednych komentarzy, nieustępliwości i pewności siebie. I mimo, że Chyłka przeszła chwilowe załamanie, to mam wrażenie, iż  w tej książce emanuje jeszcze większą siłą i autorytetem. A Zordon? Wydoroślał. Bierze przykład z patronki zamieniając się w stanowczego, bezkompromisowego prawnika. Ale jednak nadal ma w sobie sporo z tego nierozgarniętego aplikanta, który towarzyszył nam w poprzednim tomie.


Chyłka zaklęła w duchu. Każdy klient - nawet ten winny jak ocet - odczuwał przymus, aby przekonać obrońcę o swej niewinności. Było to bzdurne podejście, ale z jakiegoś powodu kultywowane na całym świecie. Dopiero doświadczeni recydywiści podchodzili do sprawy szczerze. Zdarzali się też oczywiście tacy jak Awit. Stawiali ultimatum, licząc na to, że jeśli ich prawnik uzna ich za niewinnych, zostaną rozgrzeszeni.


A więc drodzy państwo! Jeśli nie przeczytaliście jeszcze żadnej książki pana Mroza to MUSICIE jak najszybciej nadrobić zaległości. Zwłaszcza, że już w marcu dowiemy się dalej potoczą się przygody Chyłki i Zordona. Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać.

I bynajmniej nie zamierzam kończyć swojej przygody z tym panem na tej serii. Mimo, że Remigiusz Mróz wyraźnie obrał sobie za cel by doprowadzić wszystkich swoich czytelników do zawału serca.


KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

WYZWANIA CZYTAM POLSKICH AUTORÓW ORGANIZOWANEGO PRZEZ BOOKWORM Z BLOGA APTEKA LITERACKA


WYZWANIA CZYTAM OPASŁE TOMISKA ORGANIZOWANEGO PRZEZ AMI Z BLOGA RECENZJE AMI

7 komentarzy:

  1. Wszędzie widzę Mroza :) Chyba w końcu powinnam się zapoznać z twórczością tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja już zacieram łapki, bo w marcu trzecie spotkanie z Chyłką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O Remigiuszu słyszę to na Insagramie, to na YouTubie, teraz jeszcze czytam o nim na blogu. Gdzie pojawia się temat książek, pojawia się również ten Pan. Słyszałam, że piesze fenomenalnie co teraz potwierdza również twoja recenzja. Szkoda by było nie przeczytać czegoś od Pana Mroza, w końcu to nasz, polski pisarz. Nie wiem tylko do końca czy gatunek w jakim pisze autor jest dla mnie, ale warto pomyszkować po księgarniach.

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, warto sięgnąć po książki pana Mroza ;)
      Ogólnie, ja też nie jestem fanką thrillerów prawniczych, ale autor pisze tak niesamowicie, że przeczytałabym nawet książkę poświęconą robieniu na drutach, gdyby wyszła spod jego pióra ;)

      Usuń
  4. Muszę przyznać, że jestem już dawno po lekturze zaginięcia, ale po Twojej recenzji chce się po nią siągnąć jeszcze raz :) pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.