052. Elantris - Brandon Sanderson

Brandon Sanderson to zdecydowanie jeden z najpopularniejszych pisarzy fantasy ostatnich lat. Jego książki zbierają naprawdę całą masę pozytywnych opinii, a sam autor może się pochwalić rzeszami wiernych fanów. W Polsce jak na razie chyba jego najpopularniejszą serią pozostaje Archiwum burzowego światła, choć ja osobiście polubiłam Sandersona za jego trochę schematyczną powieść Stalowe Serce z cyklu Epicy. I do tej pory niestety nie miałam szansy / czasu by przeczytać jakąkolwiek inną książkę tego pana (Droga królów odstrasza mnie swoimi gabarytami...). A w związku z tym, że jak wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę jestem wyjątkową zakupoholiczką, gdy chodzi o książki, to czy kogokolwiek dziwi fakt, że widząc znajome nazwisko wśród nowości, bez zastanowienia nabyłam Elantris?... Czego w najmniejszym stopniu nie żałuję.


„ - Galladonie, pewnego dnia wyzbędziesz się się tego swojego zdecydowanego pesymizmu, a wstrząs sprawi, że Elantris zawali się do końca.  - Pesymizm? - spytał Galladon, gdy Raoden zaczął skradać się uliczką. - Pesymizm? Ze niby ja? Duladelczycy to najbardziej beztroscy, niefrasobliwi ludzie w Opelonie! Postrzegamy każdy dzień... sule? Nie waż się dochodzić, kiedy ja się bronię! ”

Elantris - do niedawna potężne, piękne miasto, zamieszkane przez istoty, które wykorzystywały swe magiczne zdolności do pomagania mieszkańcom Arelonu. Teraz budząca litość ruina zamieszkana przez cienie dawnych bogów ...
Shaod - niegdyś błogosławieństwo, dzisiaj przekleństwo.

Do Kae, nowej stolicy Arelonu, przybywa teodzka księżniczka Serene, w celu zawarcia politycznego małżeństwa z księciem Raodenem. Mimo wszystko liczy, że uda jej się odnaleźć w obcym kraju szczęście. Niestety, zaraz po dobiciu do portu dowiaduje się, że została wdową...
Raoden jednak wcale nie umarł. Gorzej. Został przeklęty i stał się Elantryjczykiem. Jednak bynajmniej nie zamierza przez to całe dnie leżeć w błocie pokrywającym Elantris. O nie, Raoden zamierza wszystko odmienić. Tylko czy mu się to uda...
Jednocześnie do Arelonu na rozkaz wyrna przybywa Hrathen. Jego zadaniem jest nawrócenie całego kraju na Shu-Dereth. Jedynym problemem jest to, że ma na to jedynie trzy miesiące. W przeciwnym razie wojska derethyjskie zaleją Arelon i zabiją jego mieszkańców...

„ Ci, którzy najmniej mogą pozwolić sobie na ekstrawagancję, często wydają się być najbardziej zdecydowani roztrwonić wszystko, co im pozostało. ”

Ta powieść jest naprawdę genialna. Ustalmy to na początku, aby na pewno nikt nie miał wątpliwości. Przez Elantris po prostu się płynie, chłonąc każde słówka autora i puszczając wodzę wyobraźni. I mimo że bardzo zżywamy się z bohaterami oraz światem, po zakończeniu całej powieści jesteśmy w pełni ukontentowani. Autor co prawda zostawia nas z drobniutkimi niedopowiedzeniami, ale i tak nie czujemy, że coś nie zostało do końca rozstrzygnięte. A to dość ważne, bo, niestety, (albo i stety) to powieść jednotomowa i raczej nie możemy liczyć na kontynuację.

Fabuła wciąga, zaskakuje, trzyma w napięciu. Szczególnie pod koniec akcja nabiera takiego tempa, że ciężko usiedzieć na miejscu. Niemniej jedno trzeba Sandersonowi oddać - dobrze wie, kiedy należy zawalić czytelnika wydarzeniami, a kiedy dać mu chwilkę na uspokojenie. W Elantris mamy do czynienia z historią opowiadaną z trzech perspektyw: Raodena, Serene i Hrathena. Każdy z narratorów wnosi coś innego i w zasadzie opowiada swoją historię, która rzecz jasna momentami splata się z tymi opowiadanymi przez innych i wpływa na nie. Jedynym minusem tego zabiegu było to, że wiadomości będące zaskoczeniem dla jednego z bohaterów my już znaliśmy, bo wspomniał o nich inny.
Głównym motywem jest próba uratowania Arelonu i to nie tylko od wrogich wojska, ale głównie od jego króla. Dzięki temu do książki wkrada się spora dawka walk politycznych oraz intryg i przy okazji zaskakujące zwroty akcji. Był to o tyle ciekawy wątek, że wreszcie rewolucja przypominała coś co naprawdę mogłoby się wydarzyć, a nie „Ej, weźmy broń i obalmy tego starego, okrutnego pryka!”. Pojawia się też całkiem ciekawy wątek rywalizacji między dwoma głównymi tamtejszymi religiami, czyli Shu-Dereth i Shu-Korath. Osobiście dopatrzyłabym się tam kilku historycznych anolagii, ale w sumie po co to komu (a ja i tak przez ciągłe kucie na kuratora rzygam tematem).
Autor umiejętnie wplata też odpowiednią dawkę humoru, który momentami naprawdę sprawia, że robi nam się trochę weselej i mamy banana na twarzy.

Brandon Sanderson stworzył przewspaniały świat, w którym bez mała przepadłam na dłuuuugie godziny. Fascynowało mnie w nim wszystko: Elantris i to co doprowadziło do jego upadku, aony, seony (też bym takiego chciała!)... Z ogromną ciekawością wraz z bohaterami odkrywałam kolejne tajemnice, a im dalej w las tym było coraz bardziej intrygująco.

„ Nienawiść potrafi łączyć ludzi szybciej i bardziej skutecznie niż miłość i pobożność. ”


Jednak w największym stopniu moje serducho skradli bohaterowie. Oczywiście tutaj Raoden i Serene są moimi niekwestionowanymi faworytami. Młodzi ludzie, którzy przez cały czas do czegoś dążyli, inteligentni, zaradni... Bozie, tylko się rozpływać! Hrathen z kolei był bohaterem ciekawym, zdecydowanie przykuwającym uwagę, ale raczej nie budził sympatii. Według mnie, mimo że książę i księżniczka to cudowne postacie, to właśnie ten derethyjski kapłan był najlepszą postacią.
Niemniej wszyscy bohaterowie zasługują na laury. Od uroczej, małej Kaise go marudnego Galladona.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o cudownym wydaniu (tym najnowszym). Wszystko w nim jest tak piękne, że aż nie wiem od czego zacząć. Okładka już jest piękna, a te wklejki z mapkami to już po prostu raj dla książkoholika. Jak do tego dodamy robiące klimat rysunki aonów przy nowych rozdziałach wychodzi po prostu dzieło sztuki wydawniczej. Wypadałoby też wspomnieć, że z tyłu książki znajdziemy różne dodatki takie jak tekst o aonach napisany jako opracowanie naukowe jednego z Elantryjczyków czy sceny wycięte z książki opowiadające o bracie Raodena, który ostatecznie został z książki usunięty.

„ W ludzkiej naturze leży wiara, że inne miejsca i inne czasy są lepsze nić tu i teraz. ”

„Elantris” to zdecydowanie jedna z najlepszych powieści fantasy jaką czytałam. Może nie jest to arcydzieło na poziomie Władcy pierścieni, ale i tak jest to powieść wręcz rewelacyjna, zwłaszcza jak weźmiemy pod uwagę, że był to debiut autora. Udało mu się stworzyć ciekawą, refleksyjną książkę z ciekawymi postaciami, intrygami i fascynującym światem przedstawionym. Myślę też, że jest to pozycja w sam raz dla osób, które zaczynają dopiero przygodę z fantastyką.
 Szczerze polecam wszystkim :) 

W   P I G U Ł C E
AUTOR: Brandon Sanderson
TYTUŁ ORYGINAŁU: Elantris
TŁUMACZENIE: Anna Studniarek
DATA WYDANIA: 14 września 2016
LICZBA STRON: 660
WYDAWNICTWO MAG
CYKL: Elantris (tom 1)
OCENA: ★★★★★★★★★☆  9 / 10



KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

4 komentarze:

  1. Trochę wstyd się przyznać, ale jak na razie czytałam tylko jedną książkę tego autora, która zresztą zachwyciła mnie do granic możliwości. Miło jest widzieć, że tak wiele osób pisze pozytywne opinie na temat Sandersona, ponieważ to tylko przyciąga do sięgnięcia po większą ilość jego książek! :)

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/11/ulubione-ksiazki-miosne.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Elantris to nie jednotomówka. Autor zapowiedział kontynuację na 2020 rok, a trzeci tom na 2022. Trochę trzeba będzie poczekać, ale na pewno będzie warto :D Książkę uwielbiam - nie dorównywała "Drodze królów", ale i tak była była cudowna :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę się w końcu wziąć za Sandersona. Bardzo zainteresowałaś mnie tą książką, ciekawą fabułą i ty, że to pojedyncza lektura, nie ma dalszych tomów, bo ostatnio mam dość długich serii :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Te ksiażkę na pewno przeczytam! Zakochałam się w tym autorze po przeczytaniu "Z mgły zrodzonego" i już wiem, że chcę mieć wszystkie jego twory!
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.