056. „Szóstka wron” Leigh Bardugo

„Szóstka wron” to była zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek. Głównym czynnikiem było oczywiście, bądźmy szczerzy, to przepiękne wydanie. Nie będę ukrywać - to w zasadzie był główny promotor tego, że w ogóle zainteresowałam się tą powieścią. Żeby jednak nie było, że jedyne na co zważam to intrygujące okładki: Kolejnym czynnikiem, przez który musiałam zdobyć „Szóstkę wron”, była możliwość ponownego znalezienia się w świecie wykreowanym przez Leigh Bardugo w trylogii „Grisza”. Mimo że od momentu, gdy skończyłam „Cień i kość”, minęło już sporo czasu, to nadal nie mogę zapomnieć tego, co stworzyła na jego kartach autorka. (Te nawiązania do carskiej Rosji *.*). I o ile sam opis fabuły niespecjalnie mnie przekonywał, to dzięki tym dwóm czynnikom stwierdziłam, że po prostu muszę koniecznie przeczytać „Szóstkę wron”. I jak widać zrobiłam to. I jestem tak strasznie zakochana w tej powieści, ze nawet nie umiem się na jej temat poprawnie wysłowić.


„ Wielu chłopców będzie przynosić ci kwiaty, ale pewnego dnia spotkasz tego, który pozna twój ulubiony kwiat, twoją ulubioną piosenkę, twoje ulubione słodycze. Nawet jeśli będzie za biedny, żeby dać ci któreś z nich, to nie będzie miało znaczenia, bo poświęci czas, żeby poznać cię jak nikt inny. Tylko ten chłopiec zasłuży na twoje serce. ”


Siedemnastoletni Kaz Brekker to bezwzględny, chciwy i okrutny przestępca. Należy gangu Szumowin i jest jednym z jego ważniejszych członków. Plotki głoszą, że jego palce zakończone są pazurami. Pewnego dnia otrzymuje niezwykłą propozycję od jednego z ważniejszych ketterdamskich kupców. Ma włamać do najlepiej strzeżonej fjerdańskiej twierdzy i pomóc uciec stamtąd pewnemu więźniowi. Za wykonanie misji czeka go ogromna nagroda. Jest tylko jeden szkopuł. To zadanie jest praktycznie niewykonalne. Jednak to wcale nie odstrasza Brekkera. Od razu zaczyna snuć ambitne plany dostania się (i wydostania) do Lodowego Dworu. Potrzebuje jednak do tego ludzi na tyle zdesperowanych, by wzięli udział w tej misji, a jednocześnie na tyle skutecznych, by mogła się ona zakończyć sukcesem...


„ - To niezgodne z naturą, żeby kobiety walczyły.
  - To niezgodne z naturą, żeby człowiek był równie głupi, jak wysoki, a jednak proszę, stoisz tutaj. ”


Zacznijmy może od prostego faktu, któremu chyba nikt nie zaprzeczy. „Szóstka wron” to jedna z najpiękniej wydanych powieści roku 2016. Cudowne czarne brzegi, oryginalna okładka i czerwona wstążeczka sprawiają, że każda szanująca się okładkowa sroka musi mieć tę pozycję na swojej półce. Do tego w środku znajdziemy mapkę oraz plan Lodowego Dworu, które robią wrażenie i dodają książce troszkę klimatu. Naprawdę, wydawnictwo MAG powinno otrzymać jakąś nagrodę (tak, wiem, w zasadzie zgapili wszystko z zagranicznego wydania, ale to była przecież bardzo mądra decyzja, czyż nie?). Właściwie jedynym minusem polskiej wersji są literówki, których też zresztą nie ma zbyt dużo. 

Przechodząc jednak do samej treści, która jest, uwierzcie mi, równie wspaniała jak oprawa graficzna. Mamy do czynienia z historią rodem z filmu sensacyjnego ulokowaną w przewspaniałym, oryginalnym i klimatycznym świecie. Co nie znaczy, że będzie mniej wybuchów, walk i zwrotów akcji. Wręcz przeciwnie. Powieść jest naszpikowana naprawdę porządną dawką wszelkich trików, które trzymają nas przed telewizorami, gdy leci „Mission: Impassible”.
Opowieść, którą serwuje nam Leigh Bardugo, jest z jednej strony naprawdę wciągająca, a z drugiej strony bardzo brutalna jak na literaturę młodzieżową. „Szóstka wron” to przy  tym powieść naprawdę dojrzała, mroczna i, co najważniejsze, oryginalna. Wszystko jest w niej dopracowane na ostatni guzik, nic nie zostało pominięte, a każdy wątek jest dopieszczony do granic możliwości. Oczywiście nie zabraknie też odpowiedniej dawki humoru, który może nie jest zbyt wyszukany, ale spełnia swoją rolę i to jest przecież najważniejsza.

Styl pisania pani Bardugo jest bardzo przyjemny. Nie męczy, a jednocześnie nasza wyobraźnia ciągle działa na pełnych obrotach. Do tego nic nie zaburza dynamizmu całej powieści. Ani retrospekcje, ani narracja podzielona między różne postacie. Co za tym idzie „Szóstkę wron” czyta się jednym tchem. Gdy już się zacznie lekturę, to trzeba ją skończyć, najlepiej jeszcze tego samego dnia. Inaczej, gdy tylko na chwilę odłoży się książkę, ciągle będziemy o niej myśleć.

Czymś, co zdecydowanie zasługuje na wspomnienie w tej recenzji są świetnie wykreowani bohaterowie i relacje między nimi. Nie ma żadnej postaci, która byłaby potraktowana po macoszemu. Każdą z nich mamy okazję lepiej poznać, dowiedzieć się, co sprawiło że jest w takim a nie innym położeniu, oraz zrozumieć, jakie motywacje nią kierują. Jest to głównie zasługa tego, że narracja jest podzielona właśnie między całą naszą szóstkę Wron. Obserwujemy akcję z jej perspektywy, ale też wracamy do jej przeszłości i po prostu lepiej ją poznajemy. Jednocześnie nie wszystko zostaje nam od razu podane na tacy. Każdego bohatera poznajemy stopniowo, ale pod koniec lektury mamy cały ich obraz przed oczami. Z ich przeszłością, marzeniami i słabościami.
Osobiście jednak muszę Wam wyznać, że nie polubiłam samego Kaza Brekkera równie mocno, jak inne czytelniczki. Dla mnie jest to naprawdę ciekawa, nietuzinkowa postać, która wychodzi poza schematy utarte w literaturze młodzieżowej, ale nie mogę wykrzesać dla niego ani odrobinki sympatii.
Za to wręcz uwielbiam duet Nina&Matthias. Jestem w nim totalnie zakochana i obie te postacie uwielbiam. Nina jest Griszą, która swoje w życiu przeszła i ma trochę za uszami, ale w gruncie rzeczy jest naprawdę dobrą osobą. Jeśli mam być szczera, to jest ona chyba najsympatyczniejszą postacią w całej powieści i ciężko jej nie polubić. Matthias natomiast był fjordeńskim łowcą czarownic (czyli Grisz właśnie), którego życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy poznał Ninę. Przez całą książkę obserwujemy jego zmianę z nieustępliwego, honorowego wojownika w... de facto zwykłego chłopaka, który uczy się samodzielnego odróżniania dobra i zła. Uwielbiam sceny, gdy ta dwójka zaczyna sobie skakać do oczu. I mimo pozornej niechęci, łagodnie mówiąc, od razu widać, że mają się ku sobie, co jest po prostu urocze.

A teraz pytanie stulecia: „Czy można czytać tę powieść bez znajomości trylogii Grisza?”
Biorąc pod uwagę, że ja sama czytałam jedynie „Cień i kość”, nie czuję się w pełni kompetentna do udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Powiem tak: Osobiście nie miałam żadnych problemów z ogarnięciem otaczającego nas świata i chyba nie natknęłam się na żadne spoilery. Jeżeli nie zamierzacie sięgać po trylogię to jak najbardziej możecie bez wahania brać się za „Szóstkę wron”, a jeżeli macie i ją w planach... Myślę, że bezpieczniej będzie najpierw sięgnąć po „Griszę”.


„Ludzie kpią z bogów, dopóki ich nie potrzebują.”


Reasumując, nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serducha polecić Wam „Szóstkę wron”. Jest to jedna z najlepszych pozycji zaliczanych do młodzieżowej fantastyki, z jaką miałam do czynienia. W pełni dopracowana i dojrzała, a przy tym całkiem oryginalna. Do tego jeszcze to przepiękne wydania będzie się prezentować wspaniale w każdej domowej biblioteczce. Jedynym minusem najnowszej wydanej w Polsce pozycji Leigh Bardugo jest to, że gdy zaczniecie ją czytać, to przynajmniej trzy wieczory macie wyjęte z życiorysu. Myślę, że żaden fan fantastyki nie zawiedzie się na tej pozycji. A mnie pozostaje jedynie czekać na polskie wydanie „Crooked Kingdom”...

W   P I G U Ł C E
AUTOR: Leigh Bardugo
TYTUŁ ORYGINAŁU: Six of Crows
TŁUMACZENIE: Małgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
DATA WYDANIA: 28 września 2016
LICZBA STRON: 496
WYDAWNICTWO MAG
CYKL: Szóstka wron
OCENA: ★★★★★★★★☆☆  8 / 10



SZÓSTKA WRON
„Szóstka wron” | „Crooked Kingdom

5 komentarzy:

  1. Ja dopiero zaczęłam czytać i jak narazie początek mnie tylko lekko wciągnął. Jednak wiem, że takie książki potrzebują czasu na rozwinięcie swoich skrzydeł więc muszę do niej jak najszybciej wrócić! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja Kaza polubiłam - Ninę i Matthiasa też :D Wszystkie postaci były dość ciekawe, ale ich relacje były okropnie przewidywanie. Już na wstępie można było się domyślić, gdzie jakie uczucie się utworzy - przyjaźń czy miłość. Trochę mnie to kuło w oczy, ale książka bardzo przyzwoita. Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka przypadła by do gustu mojej koleżance z klasy, z całą pewnością. :) Jednak co do mnie, to nie mój typ. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie czytałam, ale bardzo bym chciała :D Widziałam tę książkę w Empiku i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie! Jestem sroką okładkową, lubię gdy coś jest ładnie wydane i nawet ze względu na to kupiłabym tę książkę :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  5. "Szóstka wron" sam tytuł kusi, a co dopiero okładka :D Bardzo podoba mi się opis tej książki, muszę zakupić nawet tą książkę, (okładkowa sroka)xD

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.