032. Szeptucha - Katarzyna Berenika Miszczuk

Uwielbiam, gdy w książkach pojawia się mitologia słowiańska. Co prawda, kompletnie się nie znam na niej, ale i tak uwielbiam, gdy w powieściach po świecie przedstawionym wesoło hasają wszelkiej maści rusałki, utopce, czy południce. Tak więc, gdy usłyszałam, że pani Katarzyna Berenika Miszczuk napisała powieść z elementami naszych rodzimych wierzeń postanowiłam, że książkę tą przeczytam, mimo bardzo nieprzyjemnych wspomnieć z Drugą szansą jej autorstwa.
I jak widać na załączonym obrazku powieść przeczytałam... I chyba na stałe wyleczyłam się z sięgania po książki tejże autorki.

„ Słyszałam co nieco o tych "biesiadach" na wsiach. Podobno, po każdej takiej imprezie dziewięć miesięcy później, wzrastał w naszym cudownym kraju przyrost naturalny. ”

Wyobrażacie sobie co by było gdyby Mieszko nie przyjął chrztu w 966 roku?...
Gosia marzy o karierze lekarza. Przeżyła już studia medyczne, teraz pozostaje jej ukończyć roczny staż u szeptuchy, czyli wiejskiej znachorki. Wyjeżdża ze swojej ukochanej Warszawy do małej miejscowości pod Kielcami. Jednak nasza główna bohaterka jako osoba na wskroś nowoczesna nienawidzi przyrody, nie wierzy w bogów, a jej największym strachem są kleszcze. 
Kto by pomyślał, że bogowie postanowią butami wtargnąć w jej życie i wywrócić je do góry nogami... 

„ - Widzę, że coś ci leży na wątrobie.
Chyba tłusta kolacja, którą mi przygotowałaś - miałam ochotę zripostować, ale się powstrzymałam. ”

Zacznijmy prosto z mostu.
Najzwyczajniej w świecie nie wiem jakim cudem Szpetucha wszędzie zbiera tak pochlebne opinie. Moim skromnym zdaniem ta powieść to tragedia.

Przyznaję. Problem tym razem może też stanowić moje podejście. Co ja poradzę, że nastawiłam się na dobrą powieść młodzieżową z elementami fantastyki i sporą dawką przygody i humoru, a dostałam cienkie jak żurek romansidło z paprotką na planie dalszym?... Szeptucha to totalny "odmóżdżacz", do którego nie można podchodzić na poważnie, bo się człowiek przejedzie. Najważniejszym celem tej powieści jest nas rozerwać po ciężkim dniu w szkole i w pracy. I nic więcej. Nie mówię, że spodziewałam się czegoś ambitnego. Nie, myślałam po prostu, że będzie to coś dobrego.

Przede wszystkim akcja w tej powieści służy tylko i wyłącznie jako tło do romansu. Wszystkie wątki są przewidywalne do bólu, kreacja bogów jest rodem z Percy'ego Jacksona, a bohaterowi są głębocy niczym brodziki. Bardzo szybko zamiast skupiać się na rzeczach w miarę ciekawych, czyli na tym jak wygląda Polska bez chrześcijaństwa, przechodzimy do sedna sprawy - do miłości między Gośką a Mieszkiem. Choć w sumie miłością bym tego nie nazwała, a raczej chorobliwym, niesmacznym pożądaniem. Po prostu od razu wiadomo, że w końcu ta para wyląduje w łóżku, a my, biedni czytelnicy, musimy męczyć się do tego czasu z bezustannym bredzeniem Gośki.

A właśnie! Gośka!
Główna bohaterka jest najzwyczajniej w świecie głupia. Miałam wrażenie, że nasza przyszła pani lekarz zatrzymała się w rozwoju na poziomie trzynastolatki. Mało tego, mimo, że co chwilę spotyka na swojej drodze bogów i ich wysłanników, to i tak uważa, że oni nie istnieją! Cechuje ją zupełny brak logicznego myślenia i wielkie pokłady naiwności. A to nie wszystko. Bohaterka miała pewien bardzo irytujący nawyk. Mianowicie jak tylko gorzej się poczuła albo zadrapała zaraz recytowała całą listę chorób, na które mogła zapaść, oraz ich symptomów. Do tego miała totalny odlot na punkcie kleszczy. Ja wiem, że one przenoszą ciężkie choroby (np. zapalenie opon mózgowych) ale to już była PARANOJA. Sama latam po lesie odkąd pamiętam, kilka razy musiałam pozbywać się niezbyt fajnych lokatorów... i, drodzy państwo, żyję! A nasza Gośka zachowywała się jakby każdy kleszcz miał przynajmniej 2 metry wysokości i tyle samo szerokości.
Jeżeli kiedyś zrobię zestawienie najbardziej irytujących bohaterek literackich to Gosława Brzózka może być pewna, że będzie w pierwszej trójce.
Natomiast Mieszko jest po prostu tym przystojnym, prawym gościem, którzy się z naszą biedną główną bohaterką związać nie może... Bo nie wiadomo co. Ot tak, żeby nadać tej historii troszkę dramatyzmu. Właściwie jedynym zaskoczeniem jakiego uświadczyłam w tej książce była właśnie ta jego tajemnica, którą poznajemy w jednej czwartej powieści. A i tam autorka mnie dość mocno zirytowała, ale czym nie mogą napisać, bo będzie spoiler.

A więc przejdźmy do czegoś co mnie ciekawiło odkąd zapoznałam się z opisem z tyłu książki. Jak wygląda Polska, która nie przyjęła chrztu?... Przede wszystkim nadal jesteśmy królestwem. KTÓRYM RZĄDZĄ PIASTOWIE. (Cud!). Obchodzone są dawne święta, takie jak Zielone Świątki (i nie chodzi o Zesłanie Ducha Świętego) czy Jare Święto (coś jak Wielkanoc tylko bez zmartwychwstania Jezusa). A na czym polegają te obchody według autorki? Na ciągłym paleniu ognisk, podczas których ludzie odurzają się narkotykami, upijają alkoholem i żałują, że nie uprawia się już przy ich okazji dzikich orgii (to ostatnie dotyczy głównie Gośki). Na wsiach królują szeptuchy, czyli babki, które zajmują się zielarstwem i wszelką wiedzą ludową typu jak sprawić, żeby chłop się w kimś zabujał. A!, i na początku było napisane, że ulice Warszawy patrolują ułani na konikach z szabelką u boku. I to tyle. Nie wiadomo nawet czemu ci ułani robią za krawężników, albo czy jest tak tylko w stolicy czy też w innych miastach. Autorka nawet słowem nie zająknęła się na temat tego, jak potoczyła się nasza historia oraz jak zmieniła się nasza mentalność jako narodu! Bo mimo wszystko przeszło tysiąc lat wielobóstwa musiałoby mieć jakieś odbicie w kulturze i życiu codziennym! I to o wiele poważniejsze niż ustawianie sobie przez ludzi sygnału koguciego piania jako budzika (toć w realu też niektórzy tak robią!). A pani Miszczuk ot tak to wszystko zlała, żeby napisać polską wersję Zmierzchu

„ Jedno można śmiało powiedzieć o Słowianach - umiemy się dobrze bawić. Nie ważne, czy to święto wiosny, czy zmarłych, obowiązkowe tańce przy ognisku muszą być. ”

Jedyną rzeczą, a raczej postacią, która mi się spodobała w tej powieści była sama szeptucha. Przede wszystkim zachowywała się całkiem logicznie, była w miarę ogarnięta i miała jakiś charakter. Naprawdę bardzo jej współczuję, że bogowie postawili na jej drodze Gośkę.
Humoru też nie mogę tej książce odmówić. Co prawda bardzo taniego, ale to nie zmienia faktu, że parę razy się nawet uśmiechnęłam.

„ O, cholera jasna! Poczułam, że robi mi się gorąco.
Jakiż on jest przystojny! To powinno być zabronione. Tacy mogą być tylko aktorzy i piosenkarze, których nie da się dotknąć.
Bo ja miałam wielką ochotę go dotknąć. ”

Reasumując. Po lekturze Szpetuchy mam mocne postanowienie by już więcej nie sięgać po twórczość pani Miszczuk, a na następne tomy tego cyklu nawet nie spojrzę. Nie polecam, chyba, że uwielbiacie Zmierzch i chcecie przeczytać coś w miarę podobnego. Albo lubicie wkurzające bohaterki. Wtedy ta powieść ma szansę zostać Waszą ulubioną!

|| OCENA: 3 /10 | DATA WYDANIA: 3 LUTEGO 2016 | LICZBA STRON: 416 | WYDAWNICTWO W.A.B. | CYKL: KWIAT PAPROCI (TOM 1) ||


KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

10 komentarzy:

  1. Ja także uwielbiam mitologie hmnnn... wszelaką! Książka która się z nią wiążę, na wstępie ma u mnie pierwszeństwo :D Szkoda, że Ci się nie spodobała :c Przynajmniej wiem, po co nie sięgać! :))

    Zajrzyj :) klik!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahhahaa, to chyba nie zrozumiałam za bardzo zamysłu autorki, albo nie wiem... może ona ma inną wizję kraju, który nie przyjął chrztu 1050 lat temu. Bo, kurczę, leżymy w środku Europy (Tak, tej cywilizowanej, chyba mówimy o tej samej), należymy do UE, NATO i innych układów, układzików, swojego niefortunnego położenia geograficznego może moglibyśmy uniknąć tylko pytanie - czy na korzyść. Bo fakt, ze jesteśmy w samym środku zaognionego sporu między III Rzeszą a ZSRR w XX wieku z pewnością na nią nie świadczy, z tym że gdybyśmy tego chrztu nie przyjęli... prawdopodobnie w ogóle by nas nie było. Nie powstalibyśmy, ot co, a jeśli już, to z wielkim trudem i bez wsparcia chociażby Czech, a myślę, że religijne kraje i tak z chęcią by nas zniszczyły.
    Ja z historii jestem słaba, zaręczam, ale jednak takie rzeczy można okreslić jedynie jako bardzo "odważną" fantastykę. Bez ładu i składu to wszystko i teraz sama nie wiem, dlaczego tak dużo osób poleca...

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. No to pojechalas... xD Ja kiedys przez krotka, naprawde bardzo krotka chwile, chcialam przeczytac te powiesc. Ale potem mi sie odwidzialo. Na szczescie. xD Chyba bym jej nie zniosla. Najbardziej przeraza mnie ten pomysl z tym, ze Mieszko nie przyjal chrztu. Pani Miszczuk chyba nie wiadomo o tym, ze wowczas panstwo polskie nie przetrwaloby zbyt dlugo, bo jakis mily sasiad by nas najechal. xD Jak o tym mysle, to chyba rzucilabym te ksiazke w kat, kiedy tylko autorka zaczelaby opisywac ten swiat. :D A juz tworzenie takich pokretnych historii tylko po to, by byly tlem dla love story, kompkletnie nie rozumiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trylogia "ja, diablica/anielica/potępiona" bardzo mi się podobała, więc "Szeptucha" wleciała na moje "wakacyjne must read", ale coś po Twojej recenzji nieco odeszła mi na nią ochota. :c Szkoda, bo liczyłam na zabawne oderwanie się od rzeczywistości (ale nie kosztem totalnego odmóżdżenia i spędzenia czasu z irytującymi bohaterami). Ale i tak przeczytam, choćby po to, aby wyrobić własną opinię. :3
    Pozdrawiam, Koneko
    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Też niezbyt interesuję się mitologią słowiańską, ale muszę przyznać, że to dość ciekawy motyw w książce. Pewnie mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że nigdy nie miałam do czynienia z mitologią słowiańską, więc może ta książka byłaby dobrą okazją, aby się z nią zapoznać. Ciekawi mnie przedstawiona w niej wizja naszego kraju ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam czytać niepochlebne opinie na temat danych książek :D
    Dobór słów jest naprawdę świetnym elementem recenzji.
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo rzadko czytam o mitologii słowiańskiej a również ją uwielbiam. Musze sięgnąć po "Szeptulę" :) http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorka zaskoczyła mnie Pustułką i Drugą szansą. Mam zamiar jeszcze coś jej przeczytać, ale jeszcze nie podjęłam decyzji, co dokładnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak! Masz moje poparcie! W pełni! Ja przerwałam czytanie, ale zamierzam skończyć tę książkę, by móc ją ocenić na blogu, cóż, jest to jedna z tych powieści, w których nielogiczne zagrania i absurdy pojawiają się na każdym kroku. Główna bohaterka irytowała mnie już od pierwszych stron, jaka ona była pusta! Podobnie jak jej przyjaciółka - ona kurcze jeszcze bardziej mnie wkurzała, gdy tylko pojawiła się na łamach powieści od razu wiedziałam, że się nie polubimy xD
    Cóż, ja sięgnęłam po Szeptuchę wiedziona multem pozytywnych recenzji, wszędzie czytałam jedynie o tej książce w superlatywach, ale cóż... Nie jest to lektura, która daje mi radość.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.