050. Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu - Anna Lange

Czasem trafiając w zapowiedziach na jakąś powieść od razu człowiek wie, że nie ma bata, by dana pozycja mu się nie spodobała. Zwyczajnie wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że to coś specjalnie dla niego. Ja tak miałam z powieścią Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu. Zresztą nie oszukujmy się. Kogo by nie zainteresowała możliwość podróży do wiktoriańskiej Anglii, w której realia drugiej połowy XIX wieku mieszają się z magią, duchami i klątwami?... No, więc właśnie.
Muszę jednak przyznać, że pewne moje wątpliwości budził fakt, iż powieść ta jest debiutem polskiej autorki, zwłaszcza że Clovis LaFay na pierwszy rzut oka wydaje się być typową angielską młodzieżówką. Finalnie jednak, skuszona przez te wszystkie ochy i achy, zdecydowałam się po tę powieść sięgnąć. I co tu dużo mówić - znów nie mam na co marudzić -,-'


„ [Clovis] Miał nadzieję, że dorożkarz czeka, jak było umówione. Miał obiecane solidne wynagrodzenie i dostał zaliczkę, ale mógł się zniecierpliwić. Albo wystraszyć. Albo ghul go właśnie zjadał. ”

Anglia, rok 1872
Clovis LaFay jest młodym dżentelmenem, nekromantą, a na dodatek członkiem całkiem liczącej się rodziny, który po kilku latach podróżowania po kontynencie wreszcie wraca do Anglii. Przez zupełny przypadek, w niezbyt nieciekawych okolicznościach spotyka swojego dawnego znajomego ze szkoły - Johna Dobsona. A jakie to były okoliczności?... No cóż, gdy LaFay próbował egzorcyzmować ghula na jednym z londyńskich cmentarzy, został zaatakowany kinemanckim Paraliżem przez jednego z podwładnych Dobsona, który, tak się składa, jest szefem Podwydziału Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitalnej.  Niemniej, gdyby nie ten wypadek, nie poznałby uroczej Alicji Dobson oraz nie zostałby konsultantem miejscowej policji.
Tymczasem w Londynie grasuje morderca, który gwałci i morduje młode służące. Istnieją pewne tropy wskazujące na to, że sprawcą tych strasznych zbrodni jest mag...

„ Nazywam się LaFay [...]. Trupy w szafie to nasza specjalność. ”

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu to świetny debiut, po którym jestem gotowa w ciemno sięgnąć po każdą powieść pani Lange. Co prawda kilku mankamentów nie udało się jej uniknąć, ale i tak, jak na pierwszą powieść w dorobku autorki, Clovis LaFay stoi na całkiem wysokim poziomie. Dzięki niemu czytelnik ma szansę przenieść się w czasie do magicznego Londynu lat '70 XIX wieku i wybrać się w podróż wraz z Clovisem Lafayem. Powieść ma swój starannie zbudowany klimat, który daje się odczuć na każdej stronie, a dzięki panującej na każdym kroku etykiecie, odniesieniom do prawdziwych wydarzeń historycznych oraz językowi odpowiadającemu standardom epoki, książka zyskuje na realizmowi.
Clovis LaFay też niebywale wciąga. Ciężko jest choć na chwilę oderwać się od lektury, której tempo jest idealnie wyważone, dzięki czemu ani nie nudzi czytelnika, ani go nie męczy. Genialnym pomysłem ze strony autorki było też wprowadzenie po każdym dziale krótkich retrospekcji dotyczących wydarzeń, które miały miejsce przed tymi opowiedzianymi w książce. Pozwalało to na lepsze poznanie bohaterów oraz ich motywów, a jednocześnie nie stopowało dynamizmu całej powieści i bynajmniej nie przeszkadzało w śledzeniu bieżących zdarzeń.

Mam w zasadzie jedynie dwie większe obiekcje dotyczące tejże książki. Pierwszą jest akcja, która przez pół książki w zasadzie donikąd nie zmierza. Wiecie, to nie jest jakaś wielka, ogromna wada, ale gdy, będąc na dwusetnej stronie powieści, nadal nie wiesz, gdzie cała fabuła zmierza, to chyba coś nie ten teges. Wątek, który ostatecznie wysuwa nam się na pierwszy plan, przez sporą część książki jest raczej trzecioplanowy, a w zasadzie to jest jedynie tam napomknięty.
Drugim aspektem powieści, który bardzo utrudniał mi przez lwią część książki czytanie jest mnogość bohaterów i ich wszelkie koniugacje rodzinne. Momentami, zwłaszcza na początku, stanowiło to nie lada problem, a postacie ciągle zmieniały się jak w kalejdoskopie, przez co w pewnym momencie naprawdę ciężko już było ogarnąć who is who.

Jednak wróćmy może jeszcze na chwilkę do zalet powieści pani Lange, a jedną z takowych jest na pewno magia ukazana w Clovisie LaFayu. Magiczne glyfy, specjalizacje magiczne oraz różne sekwencje, to dopiero początek. Jest to coś naprawdę ciekawego i intrygującego, dzięki czemu czytelnik jeszcze bardziej i jeszcze chętniej zagłębia się w tę książkę.

Jednak największym plusem całej powieści jest sam Clovis LaFay. Był postacią świetnie wykreowaną, intrygującą, a przy tym niebywale czarującą. Roztaczał wokół siebie niesamowitą aurę tajemniczości, a przy tym był, po prostu, momentami, tak uroczy, że nie wiem, jak można by go nie polubić. Muszę przyznać, że momentami z różnych względów strasznie kojarzył mi się z Harrym Potterem. I tak jak wszędzie słyszę określenie, że powieść pani Lange jest wiktoriańskim Z Archiwum X, tak dla mnie trafniejszym określeniem byłby wiktoriański (poważniejszy) Harry Potter.
Jeżeli chodzi zaś o rodzeństwo Dobsonów, to muszę przyznać, że nie do końca ich kupiłam. Oboje przy Clovisie byli tacy trochę nijacy. Szczególnie John, którego co prawda nawet polubiłam, który w zasadzie był taki troszkę... drewniany.
Wątek romantyczny, jaki przewija się przez karty Magicznych akt Scotland Yardu, był wyśmienity.  I tak, mówię to ja - zdecydowana antyfanka wszelkich amorków, serduszek i tym podobnych. Wątek miłosny był delikatny, nieprzesłodzony, rozwijał się stopniowo i nie przesłaniał głównych wydarzeń, a para jaka nam się utworzyła od razu zdobyła moją sympatię.

„ Przyjechać na białym koniu w celu ratowania księżniczki przed smokiem i najpierw natrafić na przebywającego u niej w gościnie złego czarnoksiężnika, a potem zostać razem z smokiem wyrzuconym przez nią z zamku... ”

Clovis LaFay. Magiczna akta Scotland Yardu to wybuchowa mieszanka powieści młodzieżowej, kryminalnej, historycznej oraz fantastycznej. Nienachalny humor, dobrze oddany klimat epoki i całkiem ciekawy wątek magiczny sprawiają, że powieść świetnie się czyta i zanim się człowiek obejrzy już się kończy. Lektura daje naprawdę dużo frajdy, a główny bohater-detektyw łatwo zjedna sobie nie jednego czytelnika. Nie jest to też byle jak napisana, niedopracowana historyjka. Wręcz przeciwnie. Widać, że autorka włożyła w nią sporo pracy. Serdecznie polecam, zwłaszcza fanom Sherlocka Holmesa ;)

W   P I G U Ł C E
AUTOR: Anna Lange
TYTUŁ ORYGINAŁU: -
TŁUMACZENIE: -
DATA WYDANIA: 17 sierpnia 2016
LICZBA STRON: 448
WYDAWNICTWO SQN
CYKL: -
OCENA: ★★★★★★★☆☆☆  7,5 / 10



KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu SQN!

6 komentarzy:

  1. Clovis zdecydowanie jest jedną z największych zalet tej książki :) I oczywiście wiktoriańska Anglia, uwielbiam, kiedy akcja rozgrywa się w tych czasach. Z początku trochę trudno wkręcić się tę powieść, zapewne właśnie ze względu na tą mało sprecyzowaną fabułę, ale mimo wszystko, jak na debiut, książka robi wrażenie. Ciekawa jestem, jak wypadnie kontynuacja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje się ciekawa, ale to zdecydowanie nie moje klimaty. Ogólnie nie przepadam za książkami, których akcja rozgrywa się w przeszłości... ;)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na tę powieść :)
    Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać.
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wydaje się ciekawa, ale coś mnie w niej odpycha. Chyba mam przesyt wiktoriańskiej Anglii, która powoli przez wszelkie jej użycia w książkach i filmach zamiast fascynująca wydaje mi się kiczowata.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo!
      Mnie odpychają już okładka i tytuł. Co prawda jeszcze nie słyszałam o tej powieści, ale gdybym zobaczyła ją na półce w sklepie, nawet nie zwróciłabym na nia uwagi. Jedyne, co mnie interesuje chociaż trochę, to hasło "Scotland Yard", bo od razu mam skojarzenia z Sherlockiem Holmesem i Kuroshitsuji, ale to wciąż za mało. Głosik w mojej głowie mówi, że wolę czytać lepsze rzeczy... Bez obrazy dla tej autorki, bo jej nie znam, jednak nie potrafię powstrzymać tej myśli.
      Niby wszystko fajnie, bo magia, kryminał, tajemnice, wiktoriańska Anglia, ale kurczę, to wciąż nie to. A może to ta świadomość, że mam zdecydowanie za dużo do książek do przeczytania?

      Zapraszam na Morriganowe.

      Usuń
  5. W takim razie chętnie sięgnę po tę książkę :D Wydaje się być bardzo ciekawa :)
    Zapraszam i pozdrawiam, http://ksiazkofanatyczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.