048. Prawo Mojżesza - Amy Harmon

Inność zwykle wzbudza niepokój. Ktoś, kto nie zachowuje się tak jak wszyscy i spogląda na świat z innej perspektywy, często jest w najlepszym wypadku traktowany z rezerwą. W najgorszym wypadku inni mają go za czubka. I Prawo Mojżesza opowiada właśnie o nie do końca „normalnym”, pękniętym chłopaku oraz o dziewczynie, która za wszelką cenę chce go posklejać. Jest to też książka o pierwszej miłości, która może przetrwać nawet długą rozłąkę... Czyli, nie bójmy się tego słowa, typowa powieść New Adult, na której temat napisano naprawdę góry pochlebnych recenzji.
I sama chętnie bym się Prawem Mojżesza pozachwycała, ale, niestety, nie mogę.


„ Nigdy nie dostrzegamy tego, co oczywiste, dopóki nie uderzy nas prosto w twarz. ”

Mojżesz jest dzieckiem cracku. Jego własna matka-narkomanka porzuciła go w koszu na pranie w pralni Quick Wash zaraz po narodzinach. Zresztą kilka dni później została znaleziona martwa.
Mojżesz od tamtego momentu błąkał się po różnych członkach swojej rodziny i wyrósł na chłopaka z problemami. Był przystojny i fascynujący, ale przy tym mroczny, milczący oraz niespokojny. Pewnego dnia jednak na jej drodze staje Georgia, która wbrew rozsądkowi zbliża się do niego i jest gotowa zrobić wszystko by chłopak się w niej zakochał.

„ Boisz się prawdy Georgio. A ludzie, którzy boją się prawdy, nigdy jej nie odkrywają. ”

Prawo Mojżesza naprawdę mnie zawiodło. Po wszechobecnych zachwytach oraz po wszelakich ochach i achach, spodziewałam się naprawdę świetnej powieści, którą będę czytała z zapartym tchem i łzami w oczach. Napis na okładce obiecywał, że będę potrzebowała góry chusteczek, a autorka zostawi mnie w psychicznej rozsypce. Sam tytuł był bardzo intrygujący. Właściwie to właśnie dzięki niemu w ogóle zwróciłam uwagę na tę powieść... A niestety Prawo Mojżesza przypomniało mi  tylko dlaczego zawsze tak dzielnie unikałam romansideł - bo mnie zwyczajnie nudzą i irytują.

Właściwie cała pierwsza część tej powieści była dla mnie wręcz niesamowicie trudna do przebrnięcia, druga również bynajmniej nie rzuciła mnie na kolana ani nie zmieniła mojego zdania na temat powieści, choć była zdecydowanie lepsza (i nudniejsza). Wydaje mi się, że na początku sprawy między bohaterami rozwijały się za szybko, a potem dla mnie zbyt wolno. Rozumiem, czemu wyglądało to tak, a nie inaczej, ale nie zmienia to faktu, że przysypiałam z nudów.
W pierwszej części zarówno Mojżesz jak i Georgia są strasznie irytujący. Chłopak ciągle non stop specjalnie ranił dziewczynę, bo nie chciał z nią być „dla jej dobra”. Nienawidzę takich wątków. Dla mnie stanowią one tylko tani chwyt stosowany w celu zwiększenia dramaturgii sytuacji. Z kolei Georgia była strasznie nachalna i mało delikatna. Jak na kogoś, kto spędził dużo czasu z ludźmi z problemami (jej rodzice się takimi dzieciakami zajmowali), zachowuje się wyjątkowo niedorzecznie.
W drugiej połowie jednak bohaterowie przechodzą pewną metamorfozę dzięki której jakby dorastają do bycia razem. Niemniej o ile rozumiem dlaczego Georgia się zmieniła, to nie rozumiem Mojżesza... W jego przypadku potoczyło się to  z zupełnie niewiadomych przyczyn i do tego na pstryknięcie palcami, no ale dobra, już się nie czepiam. Czepianie będzie później.
A jak już jesteśmy przy Mojżeszu autorka zdecydowała się przy nim na pewien dość ciekawy zabieg. Mianowicie uczyniła z niego takie jakby medium. Ten nadnaturalny wątek to był w zasadzie najciekawszy aspekt całego Prawa Mojżesza, który zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu.

Jednak najgorsze jest to, że czytając całą tę powieść praktycznie nic nie czułam. W żaden sposób nie zżyłam się z bohaterami, nie mogłam zrozumieć ich zachowania, a wszelkie monologi dotyczące cierpienia, miłości i innych tym podobnych zupełnie do mnie nie trafiały. Jak mam być szczera, to czytając Balladynę bawiłam się lepiej. 

Nie mogę jednak powiedzieć, że powieść była zła, bo podejrzewam, że dla osób, które lubię tego typu klimaty będzie ona idealna. Niesie ona ze sobą spory ładunek cierpienia i myślę, że osoby bardziej wrażliwe mogę potrzebować chusteczek. Mamy typowy dla NY motyw naprawiania drugiej osoby oraz problemów dotykających młodych ludzi, jak na przykład pierwsza miłość czy brutalne nieraz zderzenie naszych marzeń z rzeczywistością. Czynnikiem, który na pewno pomoże nam uwierzyć w naszych głównych bohaterów były ich pasje, którymi się ze sobą dzielili. Wystarczy opis tego jak Georgia poświęca swój czas koniom oraz tego jak Mojżesz maluje jakiś mural, a postacie już wydają się być bardziej ludzkie. Niby taka prosta rzecz, a działa.

Do tego chcę uspokoić tych, którzy myślą, że Prawo Mojżesza ma coś wspólnego z religią. Pojawiają się co prawda nawiązania do biblijnego Mojżesza i kilka razy jest wspomniany zarówno Bóg jak i kościół jako budynek, ale nie jest to przesadzone i nikogo nie powinno kłuć to w oczy. Cały czas skupiamy się na relacjach między bohaterami i nie wchodzimy w żadne rozważania teologiczne.

Wypadałoby też wspomnieć o wątku kryminalnym, który przewija się przez całą historię i którym w zasadzie ciężko jest się jakoś bardziej przeżywać. Powiedziałabym, że stanowi on taką sobie zapchaj-dziurę, która ma dać punkt wyjścia dla finałowej sceny. W zasadzie po prostu nie da się nim emocjonować, bo on się strasznie rozmywa i jest tak rozdmuchany, że w zasadzie równie dobrze mogłoby go nie być. Od czasu do czasu autorka do niego wraca tylko po to by czytelnik pamiętał, że on jeszcze istnieje i jakąś tam ma rację bytu. Natomiast samo rozwiązanie całej tej zagadki kryminalnej jest o tyle zaskakujące, co nielogiczne. Motywacje naszego bad guya są o-potłuc, tak jakby pani Harmon nie mogła wymyślić nic lepszego, a na gwałt potrzebowała kogoś z bronią, żeby czytelnik zaczął się martwić o głównych bhaterów.
Sam finał i zakończenie tej powieści to jest jakaś tragedia i ogólnie masakra dokonana na biednym czytelniku. Ta bardzo-emocjonująca-scena-finałowa wynika właściwie cholera wie z czego. Jest tak irracjonalna, że klękajcie narody. Właściwie wtedy zdałam sobie sprawę, że cały ten wątek z zabójstwami / porwaniami właściwie miał na celu dwie rzeczy: a) wprowadzić postać Taga i b) pozwolić autorce na ten właśnie finał. Zakończenie to już jest po prostu jakaś obelga. Tak lukrowanego, rozczulającego i przesłodzonego happy endu jak żyję nie widziałam i prawdę mówiąc wystarczy mi ono do końca życia.

„ Mojżesz był dziwny, a dziwność jest zawsze podejrzana. Dziwność jest przerażająca i niewybaczalna. ”

Prawo Mojżesza nie jest powieścią wybitną. Właściwie jest schematyczna do bólu i nic nowego nie wnosi, no może poza wątkiem koni i paranormalnymi zdolnościami Mojżesza. Niemniej jest to piękna, smutna historia i nie żałuję czasu jaki poświęciłam tej lekturze, choć do mnie niekoniecznie trafiła. Wprowadza czytelnika w pewną melancholię i osoby, które te klimaty lubią, na pewno będą nią zachwyceni. 
Plus na koniec warto by pochwalić nasze polskie wydawnictwo za przepiękną okładkę, która jest tysiąc razy ładniejsza od tej oryginalnej. I zjechać je za to, że ta okładka jest tak cienka, że wystarczy raz włożyć książkę do plecaka i już ma się pozaginane wszystkie rogi -,-'

W   PIGUŁCE
AUTOR: Amy Harmon
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Law Of Moses
TŁUMACZENIE: Marcin Machnik
DATA WYDANIA: 31 sierpnia 2016
LICZBA STRON: 356
WYDAWNICTWO Editio
CYKL: Prawo Mojżesza (tom 1)
OCENA: ★★★★★☆☆☆ 6,5 / 10



PRAWO MOJŻESZA
„Prawo Mojżesza” | „Pieśń Dawida”

KSIĄŻKA PRZECZYTANA W RAMACH:

9 komentarzy:

  1. Ojoj to pierwsza negatywna recenzja tej książki, którą czytam. Szkoda, że się zawiodłaś. Ja właśnie bardzo zżyłam sie z bohaterami i mi się bardzo podobała.
    No cóż każdy ma inny gust. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W moim odczuciu jedna z ciekawszych lektur na rynku

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, widzę tą książkę dosłownie WSZĘDZIE. Na każdym instagramie i blogu widnieją zdjęcia i pozytywne opinie. Mnie sama fabuła nie wydaje się zaskakująca, ale nie jestem pewna, czy przeczytam kiedykolwiek...

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszędzie widzę recenzje tej książki i muszę przyznać, że robi się to lekko irytujące, ale faktem jest, że jest to pierwsza negatywna recenzja tej powieści jaką miałam okazję czytać. Szkoda, że akurat ty się na tej książce zawiodłaś, ale mam nadzieję, że ja mimo wszystko ją polubię.
    Pozdrawiam
    http://monicas-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo już naczytałam się recenzji na temat tej powieści. Większość to pozytywne i nieco boję się, że mogę się rozczarować. Mam nadzieję, że będzie inaczej. ;-)
    Pozdrawiam, Nat z osobliwe-delirium.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Co jak co, ale okładka jest przepiękna <3
    Kiedyś sięgnę na pewno. Pytanie tylko kiedy ;p
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. O jeju, a już myślałam, że tylko ja nie jestem fanem tej książki. Również nie rozumiem fenomenu tej powieści. Pierwsza jej część to była m a s a k r a. Druga część nieco ratowała tę książkę, jednak nadal nie zasługiwała na dziesiątki, dziewiątki, czy nawet ósemki! Nachalność głównej bohaterki była wręcz chorobliwa, natomiast te ich ciągłe przypadkowe spotkania, wołały po pomstę do nieba. Jej schematyczność to już w ogóle inna bajka...
    Naprawdę nie rozumiem zachwytów blogosfery...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi obie bardzo się podobały :) Autorka ma fajny, oryginalny i dziwny styl. Najbardziej lubię w tych książkach piękne sentencje, które są bardzo życiowe, a poza tym jej książki podobają mi się ze względu takiego, że nie są przesłodzone, bynajmniej nie dla mnie :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale Wam wszystkim zazdroszczę, że macie możliwość czytania tych dwóch części. :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.