046. Lucynka, Macoszka i ja - Martin Reiner

Sięgając po Lucynkę, Macoszkę i mnie robiłam jeden wielki krok w nieznane. Nie miałam bladego pojęcia, czego mogłabym się spodziewać po tym tytule. Mało tego - powieść Reinera była też moim pierwszym spotkaniem z literaturą czeską. Nigdy wcześniej nie miałam chociażby najmniejszej styczności z książkami napisanymi przez naszych południowych sąsiadów.
I muszę przyznać, że po lekturze tejże powieści zdecydowanie bardziej przychylnym okiem będę patrzeć na czeskie książki.


„ Człowiek prawie nigdy nie rozumie, co oznaczają dni, które właśnie przeżywa. Czasem przeczuwa; ale tylko odważniejsze, bardziej pewne siebie jednostki potrafią w pełni przylgnąć do tych nierozpoznanych chwil z pasją i oddaniem już w sekundach teraźniejszości. Ja nie potrafię. Ja przeżywam każdy swój krok, krzyk, czyn jakby trochę z boku. ”

Młody listonosz Tomasz zaczyna fascynować się twórczością pewnego poety, którego komunistyczny reżim postanowił pozbyć się z kultury czeskiej. Jednak nasz główny bohater niestrudzenie poszukuje kolejnych faktów z życia Macoszki i usilnie stara się z nim spotkać. Jednak pewne dramatyczne zdarzenia związane z jego dziewczyną Martą sprawią, że Tomasz będzie musiał zaopiekować się jej kilkuletnią córką Lucynką przez pewien czas. Tylko jak ten młody listonosz, trochę wyobcowany z życia, ma sobie poradzić z zajmowaniem się pięcioletnim dzieckiem?...

„ Kiedykolwiek w moim życiu coś nabierze tempa, zaczynam szukać hamulców bezpieczeństwa. Tym hamulcem nie bywa jednak działanie zapobiegawcze, na to jestem zbyt słaby. Wystarczy mi wyłącznik. Albo nożyczki. Odcinam wagonik emocji. Jadę dalej, kontynuuję rozpoczętą podróż, ale jestem trochę nieobecny. ”

Nie będę Was oszukiwać. Moim zdaniem powieść Lucynka, Macoszka i ja nie należy do prostych, takich tam sobie lekturek, które czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Na pewno też nie wszystkim przypadnie do gustu. Przede wszystkim jest to historia utkana na tylu różnych płaszczyznach i poruszająca tak wiele ciekawych tematów, że nawet nie wiem jak mam Wam o tym opowiedzieć.

Więc przede wszystkim mamy głównego bohatera i narratora całej powieści, czyli Tomasza. Właściwie cała powieść bazuje na jego przemyśleniach, odczuciach i tym, jak odbiera otaczający go świat. Z tym, że gość sam chyba nie wie kim jest. Zdiagnozowałabym go jako takiego stu procentowego introwertyka, który usiłuje szukać siebie, ale idzie mu to topornie. Przy tym Tomasz jest niesamowicie, wręcz trochę chorobliwie, zafascynowany Macoszką. Właściwie on żyje tym kim ten poeta był i tym co pisał. Co za tym idzie jego własne życie trochę na tym cierpi.
Zmienia to dopiero jego relacja Lucyną. Sama dziewczynka jest bardzo ciekawą postacią, która podbiła moje serce. Przede wszystkim jako dziecko jest ona cudownie bezpośrednia. Cały ten wątek właściwie według mnie był najciekawszym ze wszystkich poruszanych w tej książce. Jest to historia zawiązywania więzów między małą dziewczynką, a początkowo zupełnie obcym dla niej mężczyzną. Oboje muszą pomału wypracować wspólny język oraz system działania pod nieobecność Marty.
Akcja książki, co jest dość ciekawe, toczy się w bardzo ciekawych i burzliwych czasach. Są to lata 1989/1990 podczas których w Czechosłowacji dochodziło do wielu olbrzymich przemian - koniec komunizmu, początek demokracji... Mimo tych kluczowych w historii tego państwa wydarzeń, one wszystkie jakby przechodzą obok nas, bo też główny bohater jedynie o nich wspomina. (Jak mam być szczera, w pierwszej chwili miałam ochotę kazać Tomkowi przesłuchać piosenkę Lombardu Przeżyj to sam -,-).

Najciekawsze jest to, że wszystkie rzeczy, które mnie z początku, jako czytelnika niewytrawnego, wkurzały, stały się jak najbardziej zrozumiałe, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że [uwaga! drobny spoiler!] tak naprawdę czytamy dziennik Tomasza. W tamtym momencie wszystkie wybiegi Reinera stały się dla mnie jasne jak słońce. Od dziwnego użycia wszystkich możliwych czasów do skakania po timelinie.

Reiner jako pisarz zrobił na mnie spore wrażenie. Jego powieść ma bardzo specyficzny klimat, który bardzo przypadł mi do gustu. Język jakim się posługuje jest tak liryczny, że szkoda pisać. Mnóstwo bardzo trafnych porównań i metafor, które sprawiały, że czułam się jak na lekcji polskiego. Wielkim plusem jest wręcz wylewająca się ze stron melancholia i wrażliwość cechujące Tomcia.

„ W ogóle nie chodziło o blizny, lecz o głosy mojego wnętrza, których nauczyłem się nie słyszeć. A ponieważ ich nie słyszałem, stawały się coraz cichsze i cichsze; nikt nie może wzywać pomocy w nieskończoność.
Tym bardziej, że ja potrafiłem z czasem wyłączyć się całkowicie. ”

Lucynka, Macoszka i ja zdecydowanie nie przypadnie do gustu ani wielbicielom akcji pędzącej na łeb na szyję ani tych, którzy w książkach cenią porządny wątek romansowy. Jest to natomiast idealna pozycja dla melancholików i ludzi, których fascynuje życie. 
Dla mnie powieść Reinera była czymś zupełnie nowym, bardzo ciekawym oraz sprawiła, że trochę inaczej spojrzałam na niektóre kwestie społeczne.


W   PIGUŁCE
AUTOR: Martin Reiner
TYTUŁ ORYGINAŁU: Lucka Maceska i ja
TŁUMACZENIE: Mirosław Śmigielski
DATA WYDANIA: 26 maja 2015
LICZBA STRON: 232
WYDAWNICTWO Stara Szkoła
OCENA: ★★★★★★★☆☆☆ 7 / 10

9 komentarzy:

  1. I tym razem musze odmówić. Niestety dzień ma 24 godziny, w tym o 6 rano trzeba wstać, do 15 jest się w szkole, do domu wraca przed 16, trzeba odrobić lekcje, przepakowac się i rzadko kiedy jest czas na dodatkowe lektury. ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, ze to mogłaby być dobra ksiażka dla mnie, czasami lubię takie lektury, w których trzeba się odrobinę wytężyć. Ta książka może się okazać idealną na jesienne wieczory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością na długie deszczowe jesienne wieczory będzie jak znalazł ;)

      Usuń
  3. Myślę, że mogłaby przypaść mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie zwlekaj, tylko leć do biblioteki / księgarni ;)

      Usuń
  4. Sama wcześniej nie miałam styczności z literaturą czeską, a i ten tytuł.. Rodem z obrazkowych książeczek dla małych dzieci, ale po przeczytaniu twojej recenzji, powiem, że fabuła tej książki strasznie mnie zaciekawiła.
    Pozdrawiam, Hana
    http://hejhana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest zdecydowanie bardziej zagmatwana niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Niemniej jest też naprawdę ciekawą i wartościową powieścią :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  5. Książka wydaje się naprawdę interesująca, nie miałam jeszcze styczności z literaturą czeską i myślę, że "Lucynka, Macoszka i ja" jest dobra na początek. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.