055. „Harry Potter i przeklęte dziecko” Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

„Harry Potter i przeklęte dziecko” to chyba jednocześnie jedna z najbardziej wyczekiwanych premier czytelniczych jak i najbardziej kontrowersyjna książka tego roku. Część osób uważa, że jest to jak najbardziej udany powrót do świata wykreowanego przez J. K. Rowling, ale są też czytelnicy, którzy twierdzą, że dramat ten można nazwać co najwyżej fanfiction i to na poziomie żenada, kilometr mułu i wodorosty
Po fali tych przeróżnych opinii naprawdę nie wiedziałam, czego się po najnowszym Harrym Potterze spodziewać. Szczególnie masa bardzo krytycznych opinii, sprawiła, że nie robiłam sobie jakichś większych nadziei czy zbyt wysokich oczekiwań. Podeszłam do tego dramatu w miarę na luzie, odstawiając na bok mój sentyment do świata wykreowanego przez J. K. Rowling. I wiecie co? Może „Harry Potter i przeklęte dziecko”  ma wiele wad oraz wybitnie nie jest tym, czego bym oczekiwała po ósmym tomie Pottera, ale naprawdę mi się ta książka spodobała. I czego jak czego, ale lektury tego dramatu naprawdę nie żałuję.

„ Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka. Farby... wspomnienia... i miłości. ”

Akcja „HP i przeklętego dziecka” zaczyna się tam, gdzie skończyła się fabuła „HP i Insygniów Śmierci”. Niestety czas spokoju w magicznym świecie dobiega końca.
Harry Potter, Hermiona Granger, Ron Weasley i Draco Malfoy muszą radzić sobie z dorosłym życiem. W grę wchodzą jednak nie tylko problemy rodzinne, czy kłopoty w pracy, ale też z widmami przeszłości, która zwłaszcza Harry'emu nie chcą dać spokoju.
Tymczasem nastoletni Albus Potter musi mierzyć się z łatką syna Harry'ego Pottera, który zawiódł wszystkich i nie trafił jak ojciec do Gryffindoru, tylko do Slytherinu. Jedynym oparciem nastolatka staje się jego przyjaciel, Scorpius Malfoy. Wspólnie chłopacy postanawiając zmienić przeszłość, nie zdając sobie sprawy z tego, jak katastrofalne skutki będą miały ich działania.

„ Nie da się uchronić młodych ludzi przed krzywdą. Cierpienie musi przyjść i przyjdzie. ”

„Harry Potter i przeklęte dziecko” to nie jest ani książka do końca dobra, ani do końca zła. Innymi słowy, nie mogę z czystym sumieniem zrugać jej od góry do dołu, a tym bardziej się nad nią rozpływać. Po prostu „Harry Potter i przeklęte dziecko” jest bardzo nierówny jakościowo. Są sceny, wątki i dialogi, które grały w nim lepiej i są takie, których łagodnie mówiąc nie powinno być. I z takiego wymieszania wielu bardziej lub mniej pasujących do siebie wyszedł taki dziwny stworek średniaczek. Do tego mamy ogromne zatrzęsienie mnóstwa pomysłów, które chyba przedtem nie przeszły większej kontroli jakościowej. Wspomnę jeszcze, że zachowanie naczelnej złej postaci w całej książce było dla mnie troszkę nielogiczne.

Dla osób niewtajemniczonych wspomnę, że „Harry Potter i przeklęte dziecko” to dramat. Utwór przeznaczony do wystawienia w teatrze. I według mnie na scenie całość mógłaby się jakoś obronić, ale niestety, gdy się to czyta, no już tak różowo nie jest. Łatwiej jest dostrzec wszelkie niedoróbki i elementy, który wyraźnie nie grały ze sobą. Chociażby momentami naprawdę sztuczne dialogi, od których mnie szlag jasny trafiał.

Kreacja bohaterów jest łagodnie mówiąc taka sobie. Zdecydowanie najciekawszym bohaterem był Scorpius Malfoy, który łagodnie mówiąc nie miał łatwego życia, a mimo to był naprawdę dobrym i uroczym chłopakiem. Z kolei wszelkie postacie znane z poprzednich tomów są niestety nijakie. Szczególnie boli mnie kreacja Rona i Hermiony, którzy zostali totalnie wypłukani ze swoich charakterów. Weasley został głupawym śmieszkiem, a moja ukochana Granger... w zasadzie ciężko o niej coś konkretnego powiedzieć, bo jakiekolwiek głębsze cechy posiadała jedynie w alternatywnych rzeczywistościach, czyli raptem przez kilka scen. Właściwie jedynie Harry Potter był do zniesienia. Podobało mi się, że został on przedstawiony jako trochę zagubiony w swej roli ojciec, co wypadło bardzo realistycznie.  Jego trudna relacja z Albusem była jednym z ważniejszych wątków sztuki i to całkiem udanym.
Niemniej jeśli już możemy przejść płynnie do młodszego syna Potterów... O Merlinie, jak ja go nienawidzę. Zwykły, zapatrzony w siebie gówniarz. Naprawdę, momentami miałam ochotę walnąć w niego jakąś Avadę -,-'

Sama fabuła, mimo kilku potknięć, była naprawdę ciekawa. Wciągała i ciekawiła czytelnika, zwłaszcza rzeczywistości alternatywne, dzięki którym mogliśmy zobaczyć na przykład jak wyglądałby świat po wygranej Voldemorta. Swoją drogą, ubolewam nad tym, że ten motyw pojawił się w książce na tak krótko. Według mnie sam pomysł zawarty w tych kilku scenach, był tak z dziesięć razy ciekawszy niż cała reszta historii. Trzeba jednak przyznać, że autorom udało się przemycić do książki troszkę tego starego dobrego klimatu, który towarzyszył nam przez wszystkie siedem tomów przygód Harry'ego. Właśnie przez te drobne iskierki naprawdę dobrej historii i atmosfery oraz nawiązania do wydarzeń z poprzednich części, sprawiły że ciężko mi było się od „Przeklętego dziecka” oderwać i przeczytałam je w jeden dzień.
Niestety, całość wypada dość słabo. A szkoda, bo naprawdę jest wiele momentów, w których widać, że ta sztuka to mógł być bardzo udany powrót do czarodziejskiego świata.

„ Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie. ”

Co jest największym problemem w „Harry Potter i przeklęte dziecko” ? To, że na pierwszy rzut oka można zauważyć, że było to pisane na siłę, dla hype'u i pieniędzy.
Ostatecznie jednak oceniam książkę na 6,5 / 10. Podejrzewam, że paradoksalnie, gdyby nie te wszystkie złe opinie, których się naczytałam, ocena byłaby niższa, ale że książka ostatecznie mnie pozytywnie zaskoczyła...
Sama książka to w zasadzie historia o trudnych relacji na linii syn-ojciec, do której ktoś naładował masę mniej lub bardziej ciekawych wątków. I mimo tego, że naprawdę coś ciekawego w tym jednak jest, że momentami czuć tutaj potterowski klimat i w niektórych fragmentach widać, iż to mogło być coś wspaniałego, to niestety z czystym sumieniem godną kontynuacją tego nie nazwę.
Niemniej z ogromną chęcią zobaczyłabym tę sztukę na deskach teatru. Możliwe, że dobrzy aktorzy, odpowiednia scenografia oraz kostiumy byłyby w stanie zmienić moje podejście do tejże historii. Niestety scenariusz sam w sobie jest nie do obrony.


W    P I G U Ł C E
AUTOR: Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne, John Tiffany
TYTUŁ ORYGINAŁU: Harry Potter and the Cursed Child
TŁUMACZENIE: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
DATA WYDANIA: 22 października 2016
LICZBA STRON: 366
WYDAWNICTWO Media Rodzina
CYKL: Harry Potter
OCENA: ★★★★★★½☆☆☆  6,5 / 10

1 komentarz:

  1. Dla mnie to porażka i obraza dla całej serii. Płakałam, jak to czytałam. I to wcale nie z radości...


    Dwie strony książek

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.