Najgorsze książki 2016

Salut książkoholicy!
Nie ma nic gorszego niż zła książka. Nie dość, że czasem zabiera nam czas, który można by poświęcić na ciekawszą lekturę, to jeszcze marnuje nasze biedne oczka, które muszę patrzeć na bzdury napisane przez autora bądź autorkę. A niestety w 2016 roku natrafiłam na kilka książek, które łagodnie mówiąc wybitnie nie przypadły mi do gustu. Z drugiej jednak strony muszę przyznać, że w minionym roku było takich naprawdę wielkich czytelniczych masakr mało, bo zaledwie trzy. Niemniej postanowiłam wymienić też kilka pozycji, które były dla mnie zwyczajnym rozczarowaniem, chociaż nie były też nie wiadomo jak złe. W sumie powstała lista 7 najgorszych książek roku 2016. Powieści są ułożone od najlepszej do najgorszej. Zapraszam!

MIEJSCE 7.
„HISTORIA PSZCZÓŁ”  MAJA LUNDE

Mój prywatny zawód miesiąca grudnia. Wiem, że praktycznie wszyscy się nad tą książką rozpływają wręcz, ale dla mnie była to najnudniejsza książka od czasów moich traumatycznych przygód z „Antygoną”. Może to ja się po prostu nakręciłam na coś bardzo wybitnego, przez co po prostu rozminęłam się z opowiadaną historią. Bo mamy tutaj, niestety, do czynienia z dosyć średniawą moim zdaniem obyczajówką z pszczółkami w tle, która na dodatek powiela wszelkie możliwe klisze i stereotypy. Szkoda, bo problem z wymieraniem pszczół jest naprawdę poważny i przydałoby się coś, co naprawdę zwiększyłoby ludzką świadomość odnośnie niego.  Niestety, ta książka tego zadania nie spełnia.



MIEJSCE 6.
„HARRY POTTER I PRZEKLĘTE DZIECKO”  J. K. ROWLING, JACK THORNE, JOHN TIFFANY
W mojej recenzji wzięłam troszkę tę książkę w obronę, bo według mnie naprawdę nie jest ona tak zła, jak większość osób mówi. No ale, nie oszukujmy się. To niej jest godna kontynuacja Harry'ego Pottera. Przede wszystkim ten scenariusz jest bardzo nierówny pod względem jakości. Są sceny, które w jakiś sposób działają i pozwalają poczuć atmosferę świata wykreowanego przez Rowling, ale zdarzają się też nierzadko dialogi i sytuacje, które łagodnie mówiąc wprowadzają czytelnika w zażenowanie. Podkreślę jednak, to co pisałam w swojej opinii - wydaje mi się, że na scenie ten dramat może się jakoś bronić. A tak... No cóż, lepiej omijać to szerokim łukiem.



MIEJSCE 5.
„PRAWO MOJŻESZA”  AMY HARMON
Kolejna powieść, na punkcie której wszyscy dostali bzika, a ja się niestety od niej odbiłam. Wybaczcie, ale ja naprawdę nie wiem, co wszyscy widzą w tej książce. „Prawo Mojżesza” naprawdę mnie zawiodło. Po wszechobecnych zachwytach, spodziewałam się naprawdę świetnej powieści, którą będę czytała z zapartym tchem i łzami w oczach. Napis na okładce obiecywał, że będę potrzebowała góry chusteczek, a autorka zostawi mnie w psychicznej rozsypce. A powieść Amy Harmon przypomniała mi tylko, za co nienawidzę większości romansów.



MIEJSCE 4.
„PORWANA PIEŚNIARKA”  DANIELLE L. JENSEN
Nawet nie chce mi się tego uzasadniać. To po prostu była słaba powieść, do której podeszłam z bardzo wysoko ustawioną poprzeczką. Postacie, poza kilkoma wyjątkami, były straszliwie irytujące. Szczególnie główna bohaterka (imienia nawet już nie pamiętam), która ewidentnie stosowała filozofię życiową nazywaną przeze mnie „klapki na oczy i, hajda!, do przodu”. Całość jej przemyśleń oraz fabuły można by było podzielić na trzy części: pierwszą pod tytułem "Muszą stąd uciekać!", drugą małą, przejściową "Co ja mam teraz robić?", i trzecią "Chcę tu zostać! Koniec, kropka, amen!". Z kolei jej miłość, wspaniały książę Maxon (eh, te skojarzenia z „Rywalkami”...) Tristan też strasznie działał mi na nerwy, ale nawet momentami czułam do niego pewien szacunek. Niestety, wszystko spierniczył na koniec. Nie zamierzam się na ten temat rozpisywać, bo spoilery, ale naprawdę cholernie mnie wkurzył.
W zasadzie dla mnie jedynym zasadniczym plusem tej książki jest okładka. No i może jeszcze postacie Markusa i Szpicla.



MIEJSCE 3.
„MARSJANIN”  ANDY WEIR
Wkraczamy na podium  wraz z jedną z najbardziej zachwalanych książek roku. I naprawdę nie wiem, czy to ja jestem dziwna, czy to wszyscy wokół są jacyś inni, ale dla mnie „Marsjanin” to zdecydowanie jedna z najsłabszych powieści zeszłego roku. A właściwie, co się będę ograniczać. Jedna z najsłabszych powieści, jakie w ogóle kiedykolwiek czytałam. Nawet ten cudowny Mark Watney według mnie nie ratuje tej porażki. Większość „Marsjanina” to pseudonaukowy bełkot (którego wiarygodność jest według mnie dość wątpliwa) i "stosowanie go w praktyce". Rozdział w którym nie pojawią się słowa i wyrażenia takie jak oksygenerator, regulator atmosfery czy wymrażanie frakcyjne, to rozdział stracony. Poza tym książka oferuje pasjonujące tajniki wykręcania, przykręcania oraz wkręcania wszelkiej maści śrubek, śrubeczek i śrubuniek. Plus mnóstwa bardziej lub mniej śmiesznego humoru.
Najbardziej jednak rozwalają mnie głosy o tym, że „Marsjanin” to książka o samotności i woli przetrwania. Nie moi drodzy. Marsjanin to książka o sianiu ziemniaków oraz przekręcaniu i wkręcaniu śrubek, rzecz jasna pięciokątnych. I w zasadzie nic więcej nie oferuje.
A i zapomniałabym - osoba, która tłumaczyła tę powieść powinna się schować ze wstydu w szafie.



MIEJSCE 2.
„DRUGA SZANSA”  KATARZYNA BERENIKA MISZCZUK
Tutaj nie mam żadnych wątpliwości. Jedyna prawdziwa zaleta tej książki to grafika (która tak swoją drogą jest naprawdę boska i buduje klimat zdecydowanie lepiej niż autorka). I w zasadzie tutaj plusy „Drugiej szansy” się kończą.
Bohaterka jest bezszkieletowa i nijaka, a jej charakter nagina się w zależności od tego, w którą stronę wiatr zawieje. W zasadzie wszystkie postacie zachowywały się jak kukiełki, które autorka rozstawiała na swojej "scenie" według własnego widzi-mi-się. Zakończenie jest ultraprzewidywalne i kiepsko rozpisane. A najgorsze jest to, że cała powieść nie budziła we mnie żadnych emocji. Nawet mnie nie irytowała, może co najwyżej byłam troszkę rozczarowana. Chociaż i tak ta powieść okazała się lepsza niż ta znajdująca się na miejscu pierwszym.



MIEJSCE 1.
„SZEPTUCHA”  KATARZYNA BERENIKA MISZCZUK
O, matko i córko, jak ja tej książki nienawidzę. Naprawdę, mam ochotę podrzeć mój egzemplarz na kawałki i spalić. Nie wiem, czego ja się spodziewałam po opisie, ale na pewno nie czegoś tak złego. Bo trzeba oddać tej powieści jedno - pomysł intryguje. Poświęćmy chwilę, by zastanowić się jak mogłaby wyglądać Polska gdyby nie przyjęła chrześcijaństwa (abstrahując od faktu jak bardzo mało realistyczne to jest)... I co? Mogłoby być ciekawie, nie? A tu figa z makiem, autorka pisze słowiańską wersję „Zmierzchu” z najprawdopodobniej najgłupszą bohaterką literacką na całym świecie. Po co stworzyć oryginalny świat i alternatywną wersję rzeczywistości, skoro można napisać kiepski paranormal romance, który będzie tak przewidywalny, że w zasadzie wystarczy przeczytać jedną trzecią książki by domyśleć się reszty!
I żeby nie było, w tym wszystkim sama racjonalność takiej wersji rzeczywistości przeszkadza mi najmniej. Za to fakt, że autorka stworzyła coś tak absurdalnego i nawet tej koncepcji nie rozwinęła, bo w końcu romansidło jest ważniejsze, wkurza mnie do granic możliwości!
Z tego co wiem niedawno wyszedł tom drugi. I wiecie, nawet się zastanawiałam, czy nie sięgnąć po niego. Tak z czystej ciekawości, ale w końcu stwierdziłam, że troszkę szkoda mi czasu, pieniędzy i nerwów by w ogóle jeszcze kiedykolwiek sięgać po cokolwiek autorstwa pani Miszczuk.

~*~
To chyba na tyle jeżeli chodzi o takie naprawdę złe książki, które przeczytałam w ubiegłym roku. A jakie książki rozczarowały Was? A może czytaliście wymienione przeze mnie powieści? Dajcie znać, czy się ze mną zgadzacie, czy może macie inne zdanie na temat tych pozycji 😉

11 komentarzy:

  1. Woo, wystarczyło tylko to zdanie o "słowiańskiej wersji Zmierzchu", a sprawiłaś, że jestem pewna iż ta książka nie zagości na mojej półce. Zmierzch to jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie boha... książek! Wstrętnie schematyczna i odpychająca. Fenomenu nie rozumiem i nigdy rozumieć nie będę.
    Cieszę się, że nie czytałam żadnej z wymienionych przez ciebie książek, bo naprawdę szkoda mi tracić czas na słabe książki.
    Pozdrawiam cieplutko ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam bardzo lubię "Prawo Mojżesza", właśnie dlatego że odbiegało trochę od klasycznego romansu, już przede wszystkim charakterystycznym imieniem głównego bohatera. Było parę zgrzytów, ale ogólnie książka całkiem spoko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Połowy książek nie kojarzę nawet, więc chyba nie tracę. Co do "Prawo Mojżesza", sama czytałam wiele pozytywnych opinii, ale jakoś mnie nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swojego czasu byłam bardzo nakręcona na "Historię pszczół" myślałam, że to jedna z tych Książek z wielkiej litery, ale teraz mój enuzjazm ostygł.

    "Harry'ego Pottera i Przeklętne Dziecko" niemal wszyscy krytykują, więc nie mam zamiaru się z nim zapoznawać, tym bardziej, że nawet nie przeczytałam całej oryginalnej serii.

    Co do "Prawa Mojżesza" absolutnie nie mogę się zgodzić, zakochałam się w tej ksiażce!

    Nieco dziwi mnie Twoja niska ocena "Marsjanina" i "Porwanej pieśniarki", bo mam wrażenie, że zachwycają się nią wszyscy. Ale wysokie wymagania to coś, co potrafi bardzo zniszczyć odbiór ksiażki!

    Życzę lepszych lektur i mniej rozczarowań w nowym roku,

    nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany... Dałaś tutaj wiele znanych i docenianych książek! Szczerze przyznam, że większości nie czytałam. "Harry Potter i przeklęte..." nie było dla mnie wybitne, ale również nie tak tragicznie, jak i dla ciebie :D Zapewne zapoznam się z kilkoma pozycjami z twojej listy, ale miło znać opinię osoby, która nie podziwia tak bardzo tych książek :D

    Pozdrawiam :3
    Zapisane w słowach

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam się ez bicia, że żadnej książki z wymienionych nie czytałam. Ale to pewnie dlatego, że nie jestem czytelnikiem, który sięga po nowości tylko po książki, które wyszły nawet 3-4 lata temu. ;)

    Buziaki. ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie książki złe dzielą się na dwie kategorie: rozczarowania, zwyczajnie złe. Do tej drugiej np. zapisałabym After; słabiutka fabuła, irytujący bohaterowie... Trudno znaleźć pozytyw. Do rozczarowań za to mogę przypisać Światło, którego nie widać. Po tej książce spodziewałam się wiele i ustawiłam poprzeczkę tak wysoko jak ty przy Porwanej pieśniarce, jednak książce nie udało się spełnić moich oczekiwań, chociaż trzeba powiedzieć szczerze, pozycja nie była zła.
    Z twojej prywatnej listy czytałam Porwaną pieśniarce i o ile pierwszy tom mogę bronić, bo naprawdę mi się podobał; też miałam skojarzenia z Rywalkami, ale powieść się obroniła. Mimo, iż górnolotna nie była, a Cecile (tak bodajże nazywała się główna bohaterka) czasami wykazywała się sporym idiotyzmem. Mnie jednak bardzo zawiódł tom drugi... Po przeczytaniu pierwszego już spodziewałam się kto jest czarownicą i okazało się, że miałam rację - brawo ja! Teraz tylko się modlę, by ta trzecia część okazała się czymś lepszym oraz zaskakującym, chociaż autorka sporo spraw skomplikowała. Ciekawe w jakim kierunku rozwiązania pójdzie.
    Mniej rozczarowań i gniotków w 2017!
    Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  8. Z całej tej listy czytałam "Porwana pieśniarka" i bardzo mi się podobała. Pewnie dlatego, że po prostu kocham książki, w których akcja dzieje się w "starych czasach" tak zwana fantastyka, a ich jest tak mało na rynku więc spragniona tego wszystkiego podoba mi się każda książka. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba pierwszy raz spotykam się z negatywną oceną "Prawa Mojżesza". Osobiście nie czytałam, jakoś do książki mnie nie cięgnie. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. A mi Druga szansa bardzo się podobała, tak jak i Pustułka tejże autorki.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Historia pszczół" mnie trochę zaskoczyła w tym zestawieniu, bo jeśli już ją widziałam, to raczej na listach najlepszych książek roku.
    "Porwaną Pieśniarkę" zapewne i tak przeczytam, bo posiadam swój egzemplarz, ale może jeśli nie będę się nastawiać na coś wyjątkowego, to się tak nie zawiodę :)
    "Marsjanin" mnie nie zachwycił, wprawdzie nie oceniam go aż tak negatywnie, ale też nie potrafiłabym się rozpływać nad tą książką. Podobała mi się ze względu na postać Marka i sam pomysł, a te pseudonaukowe opisy czasami jedynie przelatywałam wzrokiem. Wydaje mi się, że to rzeczywiście może być w dużej mierze winą tłumaczenia. Czytałam kiedyś artykuł, którego autor porównywał fragmenty "Marsjanina" po polsku do tych w oryginale i aż byłam zdziwiona, ile tam błędów i nieścisłości.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.